30 listopada 2016

Dwa lata, czyli półmetek kadencji (w Gdańsku)

Minęły dwa lata od wyborów samorządowych, które w Gdańsku wygrała Platforma Obywatelska i jej kandydat na prezydenta - Paweł Adamowicz. Wysyp publikacji PR z tej okazji skłonił mnie do własnej krótkiej oceny tych dwóch lat. 

Zacznę od pozytywów.

Jako ekonomista muszę docenić wiarygodność kredytową miasta i zdolność do obsługi długów., w tym pozostałych jeszcze paruset milionów, które płacimy za EURO 2012. Uwagę zwracają też rozwijające się działania na rzecz startupów, choć szkoda, że nie jesteśmy w tej dziedzinie w krajowej czołówce. Ale myślę, że to jest do nadrobienia w ciągu kolejnych dwóch lat.

Na odnotowanie zasługuje też „nawrócenie się” władz miejskich w sprawie ochrony dziedzictwa postoczniowego oraz zbliżająca się budowa przeprawy na Wyspę Sobieszewską – wreszcie, bo według publicznych obietnic nowy most miał być oddany już w 2009 roku.

Paweł Adamowicz z Maciejem Krupą, przewodniczącym klubu radnych PO w poprzedniej kadencji.

Niespodziewanie korzystna dla wizerunku władz politycznych Gdańska okazała się „zmiana na górze” w Warszawie. Uwaga mieszkańców częściowo odwróciła się od spraw lokalnych, a prezydent zręcznie wykorzystuje nastroje, angażując się w politykę ogólnokrajową i strojąc się w pióra obrońcy demokracji. Do tego dochodzą miliony wydane na PR i promocję wśród mieszkańców…

Cóż, propaganda w Gdańsku ma się dużo lepiej, niż demokracja.

Słabością Gdańska jest jego Rada Miasta, głosująca zawsze tak, jak chce prezydent. Jeśli dyscyplina partyjna w PO nie wystarczy, to znajdzie się życzliwy radny PiS – i sprawa załatwiona. 

Smucą plany zabierania mieszkańcom pasa nadmorskiego, w niektórych miejscach nieodwracalne. Nie tylko w tej części miasta niezmienna jest, niestety, usłużność władz wobec fantazji deweloperów. Niezrozumiałe jest wielomiesięczne opóźnienie z uchwałą ograniczającą chaos reklamowy – była zapowiadana na marzec 2016. 

Dużą, być może największą porażką jest polityka władz miasta w dziedzinie transportu zbiorowego. Redukowanie linii i kursów oraz ciągłe nieudane zmiany w komunikacji miejskiej mają swój skutek - mieszkańcy Gdańska przesiedli się do własnych wozów, co tworzy wciąż nowe problemy i powoduje koszty związane ze stanem dróg. 

Ale łącznie oceniam te dwa lata nawet pozytywnie – na tróję. Jest stagnacja, ale nie ma nieszczęścia. 

28 sierpnia 2016

Płatnym parkingom nad morzem mówię TAK

Kończą się wakacje. W ich trakcie kilkanaście razy poszedłem lub pojechałem nad gdańskie morze w Brzeźnie, Jelitkowie i na Przymorzu. Szczególnie uważnie przyglądałem się samochodom i parkingom – pamiętam kompletny chaos z lat poprzednich, przede wszystkim sprzed roku.

W 2016 jest nieco lepiej, nie tylko z powodu mniej słonecznej pogody czy pojawienia się Straży Miejskiej w miejscach, w które wcześniej nie docierała. Lepiej jest także z powodu płatnych parkingów. A jednak do opinii publicznej przebił się zupełnie inny przekaz – że płatne parkingi równają się aferze.

Jeden z problemów pasa nadmorskiego - jakość komunikacji publicznej

Władze popełniły trzy błędy 

Pierwszy, jeszcze w maju, gdy zlekceważyły opinię Rady Dzielnicy Brzeźno (link). W uchwale Rada Dzielnicy zawarła jasny sprzeciw wobec wydzierżawienia pod płatny parking pasa drogowego obsługującego mieszkańców rejonu al. Hallera 235-249. To ta strefa stała się przyczyną konfliktu, który objął swoimi skutkami wszystkie nadmorskie parkingi.

Drugi błąd – służby miejskie nie przygotowały nowych przepisów i zasad parkingowych w sposób, który by nie budził wątpliwości prawnych. Wysokość opłat karnych, godziny obowiązywania opłat, zasięg terytorialny parkingów, samo zawarcie umów dzierżawy terenów pod parkingi – to wszystko w różnych momentach budziło wątpliwości.

Błąd trzeci władz Gdańska – danie do zrozumienia opinii publicznej, że w sprawie parkingów będą grać na czas. Sytuacja wymagała decyzji stanowczej, ale dobrze uzasadnionej. Uzyskaliśmy tymczasem przekaz dotyczący starania się, nie do końca wiadomo, o co.

Skutek błędów? Będzie pozew zbiorowy, interweniował wojewoda, a rzecz ostatecznie zaczęła się robić polityczna. Niepotrzebnie. Niepotrzebnie, bo sprawa dotyczy głównie praktycznego zagospodarowania terenów nadmorskich.

Jaki pas nadmorski? 

Rozstrzygnięcia wymaga, czy tereny nadmorskie powinny być strefami rekreacyjnymi bezwzględnie chronionymi przed ruchem samochodowym. Czy też powinniśmy tam swobodnie wjeżdżać i parkować – byle jak, byle gdzie, byle blisko plaży. Bliższy mi jest pogląd pierwszy.

W mojej opinii należy dążyć do ograniczania popytu na parkingi. Odpłatność jest jednym ze sposobów. Ale łatwo się przekonać, że w słoneczne dni zajęte są także miejsca parkingowe kosztujące dziesięć złotych. Obstawiam, że i dwie dychy dla większości ich użytkowników nie byłyby barierą.

Samochody parkujące w pasie nadmorskim lub w jego pobliżu zajmują latem – codziennie – kilka, kilkanaście hektarów. A są projekty, by pojawiły się nowe parkingi, w tym wielopoziomowe. Pod beton mogą pójść kolejne hektary terenów obecnie zielonych. 

W tej przestrzeni naprawdę można zrobić coś lepszego. Może nie w rok czy dwa, ale w ciągu kilku najbliższych lat naprawdę da się tam stworzyć ciekawie zagospodarowane przestrzenie. Dużo lepsze, niż nowe hektary asfaltu i betonu, dróg, parkingów, hoteli i grodzonych osiedli. 

Parking w Brzeźnie - najbliżej plaży. 

14 sierpnia 2016

Nie tacy zieloni

Nowoczesne miasta europejskie idą w stronę jakości życia. To oznacza między innymi rosnącą troskę o środowisko, w którym żyją mieszkańcy. W tym o zieleń i zagospodarowanie terenów zieleni. Niespodziewaną okazją zajęcia się sprawą było ogłoszenie, że Miasto Gdańsk będzie uchwalać Program ochrony środowiska na lata... od 2015 (wstecznie) do 2018. Link do projektu tutaj.

Projekt nie jest taki zły. Jego najsłabszą stroną są sprawy zieleni w mieście. Sprawa jest o tyle niejednoznaczna, że wielu spośród mieszkańców Gdańska jest mocno przekonanych, że żyje w mieście dość zielonym. Pomimo, że mamy względnie dużo lasów (z miast wojewódzkich wyprzedza nas tylko kilka), nie do końca jest tak zielono - obrazek można powiększyć.
Brakuje przede wszystkim lokalnej zieleni w dzielnicach. Brakuje też planów jej rozwoju i utrzymania, a wiele parków czy zieleńców jest w marnym stanie, bo nikt z ich stanu nie rozlicza władz samorządowych. A one nie chcą stawiać konkretnych celów ani tym bardziej rozliczać się z wykonania planów. 

W tej sprawie:
Niezależna od władz opinia do Projektu: tutaj
Skrót opinii: tutaj
Hashtag na fb: #zieleńwGdańsku

Polecam dwa teksty:
Zielony budżet obywatelski w Gdańsku?, K. Koprowski, trojmiasto.pl, 12.08.2016
Gdańsk Obywatelski: chcemy więcej zieleni w Gdańsku, A. Kozłowska, Wyborcza Trójmiasto, 12.08.2016

7 kwietnia 2016

Drogi Zielonej może nie być?

Dzisiejsze spotkanie na temat Drogi Zielonej odbyło się w Łaźni na Dolnym Mieście. Prezentacje te same, co poprzednio. Ale tym razem dorwałem się do mikrofonu i zadałem parę pytań. 

Pytanie główne: jaki jest CEL budowy Drogi Zielonej? Obawiam się, że trafiłem w sedno. Usłyszałem, że Droga Zielona ma służyć "uporządkowaniu ruchu przestrzennie i funkcjonalnie", żeby zapewnić "dobre funkcjonowanie Dolnego Tarasu" oraz żeby zrobić odwodnienie Czarnego Dworu. Zaskoczyło mnie, że obecnie jest chaos, a Dolny Taras funkcjonuje źle... Podpowiedziałem prezenterom, że może coś z demografii? Usłyszałem, że liczba mieszkańców na Dolnym Tarasie będzie rosnąć, szczególnie młodych. I że bloki zbudowane w ostatnich latach na pewno wkrótce dadzą efekt w postaci przyrostu liczby mieszkańców (a ta od wielu lat spada) - szczególnie młodych. 

Pozostałe kwestie omawiane na spotkaniu to technikalia, w tym niektóre zaskakujące. Zdziwiło mnie po raz kolejny to, że liczba przejść dla pieszych ma być taka sama jak teraz (co jest fizycznie niemożliwe), że nie zostanie wycięte żadne drzewo (projektanci musieliby mieć niebywałą fantazję) oraz że droga nie będzie szersza niż obecnie.

Jeszcze bardziej mnie zdziwiło, że ruch na nowej drodze będzie co najwyżej nieznacznie większy, niż jest obecnie (to znaczy, że z tuneli pod Wisłą i pod Pachołkiem ludzie nie będą chcieli jeździć Drogą Zieloną).  

Przy tych założeniach zaskoczyło mnie, że w ogóle musi być budowany odcinek między Piastowską a Pomorską. Usłyszałem, że ta droga będzie potrzeba dla ruchu wewnątrz Dolnego Tarasu. Nikt z zewnątrz nie wjedzie? - spytałem. No, wjedzie.

Spytałem jeszcze, jakie ograniczenia techniczne będą wprowadzone, by zminimalizować ruch na nowej drodze (bez odpowiedzi). A w prognozach widzę ponad 50 tys. wozów na dobę... 

Zdjęcie zrobione w połowie spotkania

Spotkanie odbyło się w Łaźni na Dolnym Mieście. Frekwencja marna z powodu dziwnej lokalizacji. O miejscu zdecydowali przedstawiciele rad dzielnic. Jednak osób na sali było dwa razy mniej, niż rad dzielnic w okolicy. Znak to wyraźny, że temat Drogi Zielonej i Nowej Spacerowej nie wzbudza w tych częściach miasta żadnych emocji. 

Kolejne spotkanie 13 kwietnia w Domu Sąsiedzkim na Letnicy. 

* * * 

Wątek uboczny 1: Osowa
Przedstawiciel Osowy bardzo się wkurzył, gdy spytałem dyr. Kosiedowskiego (Biuro Projektów Budownictwa Komunalnego) o skutki ewentualnego całkowitego zamknięcia Spacerowej. Po prostu musiałem iść za ciosem i spytałem, czemu nikt nie ostrzega mieszkańców, że ich dzielnica musi być "eko" - zorientowana na komunikację miejską. To by przynajmniej zaoszczędziło stresu tym, którzy osiedlają się tam od lat licząc na mityczną Nową Spacerową.  

Wątek uboczny 2: Arcybiskup
Budowę Drogi Zielonej poparł arcybiskup Leszek Sławoj Głódź. To może oznaczać, że dalsze dyskusje i argumenty są już tylko akademickie... 

Wątek uboczny 3: Osobisty
Szefowa Biura Rozwoju Gdańska podejrzewa mnie, że nie lubię Drogi Zielonej metodą "nie bo nie" (bo nie trafiają do mnie argumenty). Sorry, ale nie przekonuje mnie plan budowy drogi nie mającej żadnego celu - przynajmniej takiego, który przedstawiciele Miasta potrafiliby przekazać.

26 sierpnia 2015

Dokąd jedzie Gdańsk?

Oddanie linii tramwajowej na Morenie oraz debata o podróżach z Osowy (tunelem pod Pachołkiem) skłoniły mnie do wygrzebania starego tekstu o tych właśnie sprawach. To moja wypowiedź dla Dziennika Bałtyckiego - wywiad, w którym półtora roku temu pytania zadał mi Jacek Wierciński. 

12 sierpnia 2015

Niech żyje nam energia (przez szereg długich lat)

Jako osobnik związany przez lata z krajową energetyką wygrzebałem z pamięci rok 2008. System energetyczny jakoś w sierpniu otarł się o groźbę załamania z powodu bardzo wysokiego popytu na chłodzenie i klimatyzację (czymś je trzeba zasilać). Do kryzysu nie doszło, ale prognozy na 2009 były dość straszne. "Na szczęście" przyszedł kryzys finansowy na świecie, który miał swoje skutki także na naszej zielonej wyspie. I problem "zniknął". 

W 2015 okazuje się, że brakuje energii dla przemysłu, LOTOS się niepokoi o ciągłość produkcji, że w supermarketach wyłącza się klimę, IKEA nawet zamknęła swój market w Katowicach - stolicy polskiej energetyki. 

Siedem lat wcześniej wiadomo było, że Polska ma zaległości inwestycyjne. Opóźnienia dotyczyły energetyki zawodowej (nowe moce, stan sieci), jak i rozwiązań lokalnych, rozproszonych, w tym prosumenckich.  

Co w Gdańsku?

W Gdańsku trzeba wrócić do rozmowy o kilku dość dużych projektach energetycznych.

Dwa pierwsze "zawisły" z powodów, których do końca nie znam: budowa elektrowni na terenie portowym na Przeróbce oraz budowa elektrociepłowni w Rafinerii Gdańskiej. 

Trzeci projekt to spalarnia śmieci na Szadółkach. Nie wnikam w zdrowotność realizowanego przedsięwzięcia - mieszkańcy Gdańska wybrali w wyborach 2014 fanklub takich a nie innych rozwiązań. Ale jest pytanie: ile energii dostarczy wysypisko? 

Czwarty projekt: elektrownia wodną na Wiśle w pobliżu Torunia. Projektem zawiaduje Grupa Energa, przedsięwzięcie ma pełnić też funkcje przeciwpowodziowe, żeglugowe i - jak pokazała tegoroczna susza - jest potrzebne dla utrzymania przynajmniej minimalnych stanów wody w rzece (zobacz materiał Co ma susza do budowy kolejnego stopnia na Wiśle). Sądzę, że należy głośno popierać ten projekt i oczekiwać szybszej jego realizacji. 

Na ilustrację wybrałem obrazek z człowiekiem, który na przełomie XIX/XX wieku stworzył podstawy nowoczesnych technologii (nie tylko energetycznych) - takich na miarę wieku XXI.

Piąty projekt jest dla wielu niezbyt oczywisty: lokalna energetyka osiedlowa i obywatelska. Tu nie tylko Gdańsk ma poważne opóźnienia (i rezerwy). Nie wiem, jaki jest "potencjał energetyczny" mieszkańców, wspólnot lokalnych, ale na pewno łącznie są to spore ilości kilowatogodzin... Rolą władz miejskich jest tu popieranie inicjatyw wiedzą projektową, technologiczną, a przede wszystkim wiedzą o możliwościach znalezienia pieniędzy i pomocą w ich pozyskaniu. 

Są jeszcze spore możliwości jakie ma samo miasto jeśli chodzi o zarządzanie zużyciem energii oraz stan techniczny i wyposażenie obiektów publicznych w urządzenia wytwarzające energię (Robert Biedroń w Słupsku jeszcze nie jest prezydentem od 16 lat a już jest krok dalej, niż władze Gdańska... - zobacz). 

Nie wolno zapominać, że nowych rozwiązań nie będzie, jeśli nie będzie ludzi, którzy znają się na technologii i jej wdrażaniu. Na szczęście udało się wybić władzom miejskim z głowy likwidację Zespołu Szkół Energetycznych. Teraz trzeba podpowiedzieć, że w takie szkoły należy inwestować.  

Atomówki nie będzie

Pamiętajmy: elektrowni jądrowej w Polsce nikt co najmniej w najbliższych dwóch-trzech dziesięcioleciach nie wybuduje. Nie traktujmy jej jako fetyszu, który "się stanie" i rozwiąże jakiekolwiek problemy. Sporo rozwiązań jest bliżej nas, niż nam się wydaje. 

Polecam przy okazji artykuł: Najwyższy czas nadgonić zmiany cywilizacyjne w energetyce (Forbes).

12 czerwca 2015

Gedania idzie do piachu

Stadion piłkarski klubu Gedania przy ul. Kościuszki we Wrzeszczu był centrum działalności Polaków na terenie Wolnego Miasta Gdańska. Przed kilkoma laty klub za ułamek wartości wykupił od PKP grunty, sekcja piłkarska została wywalona (działa jako Gedania 1922 na Al. Hallera). Wkrótce płyta boiska zarosła, przedwojenne klubowe budynki zaczęły płonąć, zniknęły bramki, oświetlenie, część ogrodzenia, trybuna dla publiczności została wyburzona, podobnie jak hala sportowa. 

W 2014 teren klubu został przekształcony w tymczasowe składowisko ziemi wydobywanej przy kopaniu fundamentów przez jednego z deweloperów na Przymorzu. Wielka pryzma ziemi, zwana Kopcem Kościuszki, zniknęła przed zimą. Klub chyba zyskał niezłą reputację, skoro w ostatnich tygodniach na jego terenie znów zaczęły się pojawiać wywrotki z piachem, żwirem, kamieniami i innym dziadostwem.

Pojedyncze składowisko zmieniło się w kilkadziesiąt kup, na ich szczytach pojawili się nawet poszukiwacze skarbów z wykrywaczami do metali... Dzień po dniu przykrywane są kolejne części terenu, boisko treningowe zostało do połowy przykryte kilkumetrową warstwą piachu, różnej wielkości pryzmy, sterty i kupy pojawiły się też na płycie głównej. Wszystko coraz bliżej miejsc, w których mieszkają ludzie. Pył i aromat dają nieźle po nozdrzach i oknach.

Akcja przyspieszyła dziś. Po pismach rozesłanych przez Ewę Lieder, przewodniczącą zarządu dzielnicy Wrzeszcz Dolny (powszechniej znaną jako kandydatka na prezydenta miasta z Gdańska Obywatelskiego) trwa oczekiwanie na reakcję Sanepidu, Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska i Straży Miejskiej. Szybsza od inspekcji jest telewizja. Dzisiejsze spotkanie TVP Gdańsk z Ewą Lieder i sąsiadami zamieniło się w niewielką (na razie) zadymkę. Samochód TVP został przyblokowany przez jedną z wywrotek, pojawiła się policja.

Będzie się działo.

Polecam: https://www.facebook.com/GedaniaProtest


Tekst napisałem dla → Gdańsk, Strefa Prestiżu

22 maja 2015

Leningrad by Hilton

Estetyka nowej zabudowy Gdańska budzi wątpliwości. Tym większe, im bardziej w wkracza w tereny o dużej wartości historycznej bądź artystycznej. Teraz tematem jest dawne kino Leningrad (Neptun), położone nie tylko przy Długiej, ale również widoczne z bocznych uliczek, na które wychodziło się z seansów: Lektykarskiej i Kaletniczej. 

Gdy ogłoszono w 2012 projekt przekształcenia kina w biurowiec, pierwszy raz pojawiła się kwestia: jak ma wyglądać nowy kształt budynku i co zrobić z mozaikami prof. Anny Fiszer - wypowiadał się wtedy Tomasz Dziemianczuk, parę innych osób, ale temat nie wzbudził szerszego zainteresowania publicznego. Mimo że projekt od strony estetycznej był koszmarny, wzorowany na standardowych biurowcach przyfabrycznych sprzed pięćdziesięciu lat.  

(Obrazki można powiększać)

Współczesny projekt jest "nowocześniejszy" - niektórym przypomina budynki użytkowe lokalizowane przy lotniskach czy na zapleczu portu. Ani w 2012, ani w 2015 architekt się nie wysilił. Nazwa  planowanego obecnie hotelu "Hampton by Hilton" ma szansę stać się w Gdańsku jednym z symboli bezguścia na miarę XXI wieku. Choć być może nieźle komponuje się z wizerunkiem celebrytki Paris Hilton - (zbieżność nazwiska z nazwą hotelu nie jest przypadkowa).  


Oba fatalne projekty wymagałyby protestu nawet gdyby w tym miejscu było puste klepisko. Ale przecież mamy tutaj mozaikę Anny Fiszer! Rozstrzygnięcia wymaga los tej mozaiki, uznawanej za ważny element dziedzictwa artystycznego powojennego Gdańska.   


Mamy teraz trzy rozwiązania. Wyjściowe, na które trudno się zgodzić osobom o podwyższonej wrażliwości estetycznej, to propozycja inwestora: zrobić dokumentację fotograficzną, zrobić jakąś wystawkę zdjęć, a ścianę zastąpić całkowicie nową elewacją z oknami. Oraz dwa kolejne, w sprawie których powinni się wypowiedzieć zarówno znawcy sztuki, jak i budowlańcy:
a) czy można inteligentnie wkomponować okna w istniejącą elewację?
b) może lepiej zdjąć elewację z mozaiką i przenieść ją w inne miejsce?

W pierwszym przypadku mozaika ulegnie znacznemu przekształceniu, ale zachowa miejsce ekspozycji. W drugim - dzieło zostanie uratowane, ale zmienią się lokalizacja i kontekst ekspozycji. No i pozostaje kwestia, gdzie je umieścić - może na budynku multikina, który ma niedługo powstać przy ul. Okopowej? Zarówno lokalizacja, jak sposób i koszt wykonania prac związanych z przeniesieniem wymagałyby dość szybkiej decyzji - mają tu swoją rolę do spełnienia władze Gdańska, jako ustawowo zobligowane do ochrony dziedzictwa kulturowego i zabytków.

Tymczasem trwa akcja zbierania podpisów pod petycją, którą napisała i w necie zamieściła Ola Trzaska - ja się podpisałem i Szanownych Czytelników zachęcam!

8 maja 2015

List otwarty do S. Michela

Marcin Bildziuk, radny dzielnicy Śródmieście w Gdańsku i Piotr Dwojacki z Gdańska Obywatelskiego - wspólnie w sprawie... ławki. Niby drobna sprawa, ale dość bulwersująca: 


LIST OTWARTY

Szanowny Pan
mgr inż. arch. Stanisław Michel

Wielce Szanowny Panie,

Mamy wielki szacunek dla Pana jako osoby wielce zasłużonej dla odbudowy Gdańska ze zniszczeń II wojny światowej oraz inicjatora przedsięwzięć służących zagospodarowaniu Gdańska. Ale zaskoczyła nas informacja, że to właśnie Pan jest odpowiedzialny za dewastację ławki przy ul. Szewskiej, blisko Bazyliki Mariackiej.

Apelujemy, aby umożliwił Pan mieszkańcom Gdańska i turystom korzystanie z ławki w tym samym miejscu. Może się to dokonać przez postawienie nowej ławki, dopasowanej do miejsca, zaprojektowanej i wykonanej przez Pana lub na Pańskie zamówienie.

Apelujemy, by ławka powstała na Pański koszt, bez sięgania do kieszeni podatników.

W naszej opinii Pańska decyzja o ufundowaniu tej ławki będzie honorowym wyjściem ze stworzonej przez Pana niezręcznej sytuacji. W naszej opinii przyzwoite byłoby też nieubieganie się o środki publiczne na ten cel.

Marcin Bildziuk, radny Dzielnicy Śródmieście
Piotr Dwojacki, Gdańsk Obywatelski

Gdańsk, 8 maja 2015



Opis sprawy:
Kosycarz Foto Press, Awantura o ławkę w murze: → tutaj
Dariusz Łazarski, KFP/Trojmiasto.pl, Spór o dwa kamienie. Kradzież czy troska o zabytek?" → tutaj
Ilona Godlewska, Gazeta Wyborcza: Znany architekt kazał zdemontować ławkę. "To zwykła kradzież" → tutaj

Ławka po "akcji" S. Michela (zdjęcia można powiększyć):



22 marca 2015

Jakie będą nowe rady dzielnic?

Zanim odpowiem na pytanie z tytułu, spytam: czy na pewno nowe rady powstaną? Jestem spokojny o dzielnice, w których do sukcesu wyborów wystarczy, by na każdego kandydata zagłosowało 6 (słownie: sześć) osób. Ale są i takie, w których nie wystarczy 30, a nawet 50. Może się okazać, że nie wszędzie próg 5% zostanie przekroczony (przy okazji – żadnego progu nie ma w wyborach do Sejmu, sejmików czy rad miast i gmin). W każdym razie nie trzeba być prorokiem, by przewidzieć: najwyższa frekwencja będzie w dzielnicach małych oraz takich, w których jeszcze działa entuzjazm nowości, bo wybory są po raz pierwszy.

Jakie będą nowe rady? Jestem ciekaw. Próbując znaleźć odpowiedź na to pytanie biorę pod uwagę dwie rzeczy.

1/ Uprawnienia.
Rady dzielnic to jednostki opiniodawcze o niewielkich budżetach. Teoretycznie ich opinie mogą przysłużyć się instytucjom miejskim w poprawie jakości zarządzania miastem. Niektóre z tych instytucji dotąd się nie pogodziły z faktem istnienia „jakichś tam” reprezentacji mieszkańców i „robią swoje” w tak samo dziadowski sposób, jak przez wiele lat wcześniej.
Niestety, radni miejscy też zrobili wiele, by związać rady dzielnic bojem. Ograniczanie skromnych uprawnień i pseudokonsultacje nowego statutu – to jeden ze znaków firmowych poprzedniej kadencji Rady Miasta.
Nie muszę dodawać, że prezydent miał rady dzielnic serdecznie gdzieś – aż do wyborów, w których Ewa Lieder, przewodnicząca zarządu jednej z dzielnic „zabrała” mu 13% głosów i szansę na zwycięstwo w pierwszej turze.

2/ Aktywność.
Twierdzę, że nie trzeba mieć wielkich uprawnień, by aktywnością poruszyć nieruchawe dotąd społeczności. Ale trzeba mieć zapał i zapas energii. A przedtem – pomysły. Nie indywidualne pomysły radnych – samotników, lecz grupowy, wspólny koncept na to, co powinno się w danej dzielnicy wydarzyć. Powiem banalnie: jeśli na początku kadencji nowa rada dzielnicy nie ustali celów działania i głównych zadań, to zaczną się spory ambicjonalne, a nawet wielkie awantury o małe sprawy. W zakończonej kadencji parę takich się już zdarzyło, ze szkodą dla autorytetu tych rad i ich skuteczności...

Na koniec: tym razem nie kandyduję i nie będę radnym dzielnicy. Ale będę trochę pomagał, m.in. współprowadząc budowany właśnie serwis www.TerazDzielnice.pl. Uważam, że dobre rady dzielnic mogą znacznie poprawić zarządzanie miastem, ostrzegać przed złym wydawaniem kasy i - co bardzo ważne - poprawić jakość życia lokalnych społeczności.  


Linki:


Dla tych, którzy jeszcze nie widzieli - frekwencja w wyborach rad dzielnic w 2011 roku:



24 lutego 2015

Jak chronić zabytki przed władzami Gdańska?

Jakiś czas temu, w lipcu 2014, rzecznik prezydenta Gdańska Antoni Pawlak napisał uroczy tekst "Doktorowi Dwojackiemu do sztambucha" (ukazał się na oficjalnej stronie Miasta gdansk.pl → tutaj). Rzecznik twierdzi w nim, że sprawa przejęcia przez władze miejskie uprawnień Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków to "fakt medialny", który "żyje własnym życiem" oraz że "sprawa umarła śmiercią naturalną". 

Trup "umarłej sprawy" znów ożył. 

W tekście "Rewolucja w ochronie zabytków w Gdańsku. Konserwator odda część władzy miastu?" (Marek Adamkowicz, Dziennik Bałtycki, 24.02.2015, dostępny → tutaj) czytam: "część kompetencji konserwatora wojewódzkiego miałby przejąć miejski konserwator zabytków. Porozumienie zostanie podpisane prawdopodobnie w ciągu najbliższych dwóch miesięcy".

Budynek z XIX wieku. Jeden z wielu wyburzonych przez władze Gdańska
Cóż, podtrzymuję opinię, że trzeba poszukać sposobu, by ochronić zabytki przed władzami Gdańska. Wciąż obawiam się, że uwierzyć aktualnym władzom miasta w dobre intencje w sprawie ochrony zabytków to jak powierzyć wilkowi pilnowanie owiec. Pisałem o tym w Wyborczej na początku lipca 2014 (spory tekst dostępny → tutaj).  

Rzecznika Pawlaka proszę o ponowne sprostowanie w sprawie zombie. 

22 lutego 2015

Urząd Gminy Gdańsk-Berdyczów

Każdy obywatel powinien mieć prawo do rzetelnej odpowiedzi na pytania związane z działaniem władz publicznych. Pewien obywatel postanowił skorzystać z tego prawa i spytał o nurtującą wielu mieszkańców Gdańska sprawę dziwnych reorganizacji i operacji na nieruchomościach w gdańskiej oświacie: 

Obywatel dostał odpowiedź, sygnowaną przez wschodzącą gwiazdę polityki gdańskiej:

Zadałem sobie trud przepisania linków zawartych w odpowiedzi pani Paluch (i aż nie uwierzyłem własnym oczom, jak konkretne i na temat są udzielone odpowiedzi):
http://www.gdansk.pl/edukacja_nowy,1517.html
http://www.gdansk.pl/bip/raporty-publikacje,15.html
http://www.gdansk.pl/gospodarka,895.html

Autorka odpowiedzi, pani Paluch, równie dobrze mogła napisać: "oddal się z dużą prędkością w dowolnym kierunku". Jest na to jedno polskie słowo, bardzo soczyste i wyraziste. Każdy niekulturalny obywatel je zna.  


Polecam (feat. M. Paluch & P. Adamowicz): echomagistratu.jpg