27 lipca 2011

Miasta z marzeń

Niektórzy twierdzą, że bez sensu w wakacje wyjeżdżać z Trójmiasta, szczególnie, gdy Polska w deszczu. Wszak Gdańsk i Gdynia mają bogatą „miejską” ofertę wakacyjną, a Sopot na chwilę został „stolicą prezydencji”. Ale jestem w Sandomierzu, nie żałuję i stąd relacjonuję wrażenia podszyte Trójmiastem.

Sandomierz – miasto o historii niemal dorównującej Krakowowi. Zabytek na zabytku. Zamek, dwa rynki, stare kościoły, podziemia. Dom Jana Długosza i pomnik Wincentego Kadłubka. W przeszłości był to znaczący gród, potężny ośrodek handlu powiązany ściśle nie tylko z metropolitalnym Krakowem, ale przede wszystkim z Gdańskiem, do którego właśnie stąd odprawiano zboże i drewno. Miejscowy port był w dawnych wiekach prawdopodobnie największym portem żeglugi śródlądowej w Europie. Współcześnie takie miejsca nazywa się terminalami intermodalnymi; stanowią one obszar szczególnych preferencji Unii Europejskiej, są elementem międzynarodowych korytarzy transportowych wyznaczanych przez UE. Sandomierz takim miejscem nie jest z prostego powodu – zaniedbana droga wodna Wisły do uprawiania regularnej żeglugi przestała się nadawać. A brak troski o rzekę ma też skutki w postaci powodzi. Przed rokiem ucierpiała z tego powodu znaczna część przedmieść. A i w minionym tygodniu, tuż po uroczystym otwarciu nadrzecznej promenady, spora jej część znalazła się pod wodą.

Sandomierz miał pełnić szczególną rolę w Drugiej Rzeczpospolitej – został nominowany do funkcji stolicy Centralnego Okręgu Przemysłowego; od 1 stycznia 1940 miał być siedzibą potężnego województwa, w którym miały się znaleźć m.in. Rzeszów i Kielce. Zaś do objęcia stanowiska wojewody Eugeniusz Kwiatkowski namawiał Stefana Starzyńskiego, prezydenta Warszawy.

Od Sandomierza 25 kilometrów położone jest inny ośrodek COP – Stalowa Wola. Niektórzy powiedzą „młodsza siostra Gdyni” – w miejscowym muzeum wita nas zresztą ekspozycja poświęcona budowie portu, w różnych miejscach wystawy zobaczyć można fotografie Eugeniusza Kwiatkowskiego, który w 1938 był „akuszerem” i patronem narodzin Stalowej Woli. Miasto powstałe z marzeń o potędze gospodarczej i militarnej Polski. Oraz z bardzo praktycznych potrzeb związanych z poszukiwaniem możliwości zatrudnienia i awansu cywilizacyjnego dla mieszkańców przeludnionej Małopolski.

Sandomierz – dawnymi wiekami związany z Gdańskiem, Stalowa Wola – u swego zarania kojarzona z Gdynią. Dwa miasta, których potęga odeszła w przeszłość. Pierwsze zachowało urodę dawnych wieków i jest malowniczym miejscem, bardzo atrakcyjnym pod względem turystycznym. Warto tu przyjechać co najmniej na kilka dni. Zarówno samo miasto, jak i okolice – warte poświęcenia czasu. Do tego dobra baza hotelowo-restauracyjna i plan imprez wakacyjnych. W razie deszczu – można schować się zarówno w budowlach naziemnych, jak i podziemiach. Wielkiej wody nie należy się bać – zasadnicza część grodu znajduje się na wysokiej skarpie, której jeszcze nigdy Wisła nie sięgnęła*. I drugie z miast – Stalowa Wola: świetna oferta miejscowego muzeum… No i perspektywy chińskich inwestycji.

* byłem optymistą - dzień po moim wyjeździe: ► Osunięcie skarpy w Sandomierzu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz