3 sierpnia 2011

Tiry na bary

Przed tygodniem „spłynąłem” wzdłuż Wisły do Gdańska. Niestety – nie tyle z biegiem rzeki, co z deszczem, który gonił mnie od Sandomierza. Zajrzałem do Wilanowa, gdzie na terenach zalewowych powstają osiedla mieszkaniowe. Przejechałem koło Świniar, gdzie pseudoekologiczny brak konserwacji rzeki spowodował przed rokiem wielką powódź. W Ciechocinku spojrzałem na jedno z miejsc, w których może powstać zapora i elektrownia Grupy Energa. Jechałem samochodem. Nie płynąłem, bo nie jestem herosem. Nie jestem Markiem Kamińskim, który spłynął Wisłą kajakiem. Tym bardziej nie jestem Jerzym Pielacińskim, armatorem z Wyszogrodu, który podjął się wyzwania tysiąckroć cięższego: przetransportowania z gdyńskiego Vistalu przęseł na budowę mostu północnego w Warszawie. Przęseł, wyjaśnijmy, ważących po paręset ton sztuka.

Wróciłem z Sandomierza, a w Gdańsku czekał na mnie „Dziennik Bałtycki”, a w nim zapowiedź (26 lipca)*, że „nawet 2 mld zł unijnego wsparcia może trafić w ciągu najbliższych miesięcy na rewitalizację pomorsko-toruńskiego odcinka Międzynarodowej Drogi Wodnej E-70” (czyli na regulację Dolnej Wisły). Nie ukrywam, że zdębiałem – kwota jest większa, niż paruletnie wydatki rządu na cele żeglugi śródlądowej. I nie ukrywam – nie uwierzę, dopóki nie zobaczę.

Faktem jest, że Unia Europejska uśmiecha się od lat do Polski: zacznijcie myśleć o rzekach, to nie na tirach, lecz na barkach jest przyszłość transportu, jeśli tylko miałby być tani i ekologiczny. Polski rząd nawet nie stara się ukrywać, że preferuje drogi kołowe, a hasła w rodzaju „tiry na tory” czy „tiry na bary” są mu słabo znane. Ale gdy pokazały się projekty brukselskich dokumentów, z których wynika, że na barki należałoby skierować nawet połowę ładunków długodystansowych, to i w polskich władzach coś drgnęło. Zlecone przez Ministerstwo Infrastruktury Holendrom prace nad strategią dla dróg wodnych powinny już dobiec końca. Czego należy oczekiwać?

Kontenery na barki – taki powinien być priorytet transportowy Polski. Chodzi o to, by porty morskie połączyć drożnymi szlakami z siecią terminali logistycznych w różnych miastach Polski. Dla Gdańska priorytetem powinna być droga wodna do Warszawy, katastrofalnie zaniedbana, i dalej do Krakowa i na Śląsk, obecnie jeszcze mniej zdatna do użytku. Nie chodzi tu o romantyzm podróży historyczną „królową polskich rzek”. Chodzi o obniżkę kosztów (wodą jest taniej), ochronę środowiska (barki żłopią mniej paliwa niż ciężarówki), poprawę jakości życia ludzi mieszkających przy ruchliwych drogach czy spotykających sznury tirów w czasie jazdy autostradami i „autostradami”. Chodzi też o to, by największym polskim portem nie był, jak teraz, Hamburg, ani aspirujący do tej roli Rotterdam.

* T. Chudzyński, ► Unia zapłaci za drogę wodną E-70, „Dziennik Bałtycki”, 26 lipca 2011

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz