23 sierpnia 2011

W Gdyni rafineria…

… w Gdańsku hub lotniczy, w Elblągu port pełnomorski, autostrada do Szczecina, szybka kolej znad morza przez Olsztyn na wschód, swobodna żegluga z Zatoki Gdańskiej na Śląsk i dalej, do Dunaju… A to wszystko w jednym dokumencie. Nie słyszeliście Państwo? A słyszeliście o Eugeniuszu Kwiatkowskim?

Eugeniusz Kwiatkowski w pamięci zbiorowej to przede wszystkim minister i wicepremier rządów II Rzeczypospolitej, promotor rozwoju Gdyni oraz autor i inicjator budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego. A to ledwie fragment przedwojennych osiągnięć człowieka, którego imieniem jeszcze w 1928 roku nazwano na przykład szyb naftowy w polskim zagłębiu w Borysławiu. W trakcie wojny internowany w Rumunii, w 1945 – sensacyjnie – nie tylko wrócił do Polski, ale podjął się zadania odbudowy Wybrzeża. Nie tylko tego, które znał świetnie sprzed wojny, ale i tego, które do Polski przyłączono w wyniku nowego podziału Europy. Czyli ze Szczecinem, Kołobrzegiem, Gdańskiem i Elblągiem.

Kwiatkowski twierdził, że grzechem wobec Polski i przyszłych pokoleń byłoby zmarnowanie nowych terytoriów, zagospodarowanie ich w sposób przypadkowy i poniżej wielkiego potencjału. Stąd przystąpił do dzieła odbudowy z wielką energią i według własnego Wielkiego Programu Morskiego, według którego Wybrzeże miało nie tylko stać się jednym z motorów rozwoju gospodarczego kraju, ale i być głównym nadbałtyckim ośrodkiem handlu międzynarodowego. Koncept Kwiatkowskiego oparty był na trzech filarach.

Po pierwsze: połączenie nowych terytoriów z Polską. Znaczna część miast uzyskanych w wyniku wojny wcześniej nie należała do Polski nigdy lub była od niej zależna bardzo krótko. Jednocześnie były to nieźle rozwinięte ośrodki gospodarcze. Postulatem Kwiatkowskiego było, przy wysiedlaniu Niemców, świadome i dobrze zorganizowane osadnictwo. Tak by Polska, podobnie jak w 1920 roku, mogła płynnie przejąć sprawną jeszcze poniemiecką infrastrukturę i przemysł. Przejęte miasta, ośrodki gospodarcze i tereny miałyby być połączone z Polską także pod względem komunikacyjnym, dzięki odbudowie lub budowie całkiem nowej infrastruktury transportowej, z autostradami i szybkimi kolejami włącznie.

Po drugie: silna Gdynia, silny Gdańsk. Jeszcze w czasach dwudziestolecia międzywojennego położony w sąsiednim państwie Gdańsk był dobrze rozwijającym się ośrodkiem obsługującym polski handel. Gdynia, mimo uzyskania pozycji największego portu nad Bałtykiem, nie nastarczała z możliwościami przeładunkowymi. Po 1945 roku, zdaniem niektórych, ostoją nowego ustroju powinien być zdobyty właśnie Gdańsk, a nie „burżuazyjna” i „kapitalistyczna” Gdynia. Eugeniusz Kwiatkowski dążył do zapewnienia obu miastom pozycji równoprawnej, przypominając przy okazji brzemię historycznej, destrukcyjnej dla Polski zachłanności i egoizmu Gdańska.

Po trzecie: „kwiatkowszczyzna”. Słowo to zostało wymyślone przez propagandę komunistyczną jako pogardliwe określenie realizowanego przez Kwiatkowskiego programu społeczno-gospodarczego. Program ten był oparty na wspieraniu biznesu prywatnego, samorządności obywatelskiej i gospodarczej oraz solidarności społecznej. Gdy w 1947 na wielkim wiecu przed Stocznią Gdańską E. Kwiatkowski głosił program solidarności przeciw komunistom, i gdy mówił o konieczność poradzenia sobie z problemem armii radzieckiej – przesądził swój los jako polityka.

Właśnie mija kolejna rocznica śmierci Eugeniusza Kwiatkowskiego (†1974), skutecznego polityka i odważnego wizjonera, którego osiągnięcia i postać porównuje się do Kazimierza Wielkiego i Stanisława Staszica. Mam przekonanie, że gdyby mógł dłużej stać za sterem gospodarki polskiej, to współcześnie Wybrzeże byłoby kwitnącym centrum handlu i biznesu, a Polska - równoprawnym partnerem dla Niemiec i Rosji. Cześć Jego pamięci!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz