21 września 2011

Prezydent, syn prezydenta

W końcu 1944 roku mianowano polskiego prezydenta Królewca. Miesiąc później Stalin „zabrał” nam Królewiec, a „dał” Szczecin. Zaś niedoszły królewiecki włodarz przyjechał z Wilna przez Białystok do Gdańska – z rodziną, w tym z małoletnim synem. Syn wkrótce poszedł na studia do Poznania, grał w koszykówkę, w tym w 1960 roku na igrzyskach olimpijskich w Rzymie – 122 razy wystąpił w barwach reprezentacji narodowej. Ponad czterdzieści lat później chłopak został prezydentem Gdańska.

Jerzy Młynarczyk.
Wraz z wojewodą Jerzym Kołodziejskim i sekretarzem Tadeuszem Fiszbachem tworzyli „trójcę”, będącą w czasie pierwszej „Solidarności” partnerem i dla związku, i dla władz w Warszawie. W międzyczasie został profesorem prawa morskiego i wielkim autorytetem, nie tylko dla naukowców i studentów. Obecnie jest rektorem Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Gdyni, ekspertem Międzynarodowej Organizacji Morskiej IMO, aktywnym prawnikiem i współtwórcą projektów prawa dotyczącego spraw morskich, przewodniczącym Kapituły Medalu Św. Wojciecha i Medalu Księcia Mściwoja II – nadawanych przez Radę Miasta Gdańska.

Profesor Jerzy Młynarczyk obchodził właśnie swoje osiemdziesiąte urodziny.


W Dworze Artusa na zaproszenie prezydenta Pawła Adamowicza zgromadziły się z górą dwie setki gości, reprezentantów bardzo różnych środowisk: artystycznych, prawniczych, naukowych, politycznych, biznesowych, sportowych. Pewnie także innych. Miałem zaszczyt być pośród gości i złożyć honory Profesorowi.

Jerzemu Młynarczykowi składano nie tylko życzenia z okazji rozpoczęcia trzeciej kwarty życia. Wyrazy szacunku, przyjaźni, a nawet uwielbienia, złożyli Profesorowi liczni mówcy, tak różni – wydawać by się mogło – jak b. I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR Tadeusz Fiszbach, więziony w stanie wojennym działacz „Solidarności” Czesław Nowak czy Paweł Adamowicz, obecny prezydent miasta Gdańska. Każdy z nich i każdy z pozostałych mówców miał do powiedzenia coś innego, ale za każdym razem odsłaniającego ciekawe fakty z profesorskiego życiorysu. Łącznie klarował się obraz człowieka dobrego, szlachetnego, mądrego. Trafny, ale chyba zbyt krótki (bo nie oddający wszystkiego) jest tytuł książki Barbary Kanold o Profesorze Jerzym Młynarczyku – „Dżentelmen nie tylko pod koszem". Lektura obowiązkowa szczególnie dla osób, które ośmielają się twierdzić, że we współczesnej Polsce nie ma autorytetów. Postać Profesora Młynarczyka jest zaprzeczeniem tego poglądu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz