4 stycznia 2012

Wróżenie z GUS-u

6000 złotych brutto miesięcznie – co najmniej tyle zarabia co dziesiąty spośród pracujących w Polsce. Od tego odejmujemy podatki. W efekcie 10% najlepiej zarabiających uzyskuje wynagrodzenie w granicach pięciu i więcej tysięcy „na rękę”. Takich osób jest w Polsce około półtora miliona.

1500 złotych brutto miesięcznie – również co dziesiąty spośród pracujących w Polsce zarabia co najwyżej tyle. To jest tzw. „płaca minimalna”, która – jak widać – nie jest dobrem dla wszystkich zatrudnionych.

4000 złotych brutto miesięcznie – tyle przeciętnie dostaje się za pracę „na państwowym”. Najwięcej w „państwówce” zarabia się w państwowych bankach i ubezpieczalniach, górnictwie i energetyce. Z kolei 3200 złotych – tyle płacą pracodawcy prywatni. Płacą gorzej od „nieprywatnych”? Niekoniecznie. Póki co – nie ma w Polsce prywatnej administracji publicznej, a dla przeciętnych wynagrodzeń mają swoje zasługi dochody klasy urzędniczej, dla której standardem jest 4,5 tysiąca złotych.

Płaca w Polsce wynosi przeciętnie około 3.500 (minus podatek). Co najmniej tyle zarabia ponad 5 milionów osób, czyli co trzeci pracujący Polak. Zaraz… Co trzeci zarabia powyżej przeciętnej? Czyli większość zarabia mniej od przeciętnej? Tak. Przeciętna bowiem zawiera w sobie i „kominiarzy”, zarabiających miliony, i tych, którzy pracują dorywczo za parę złotych na godzinę.

Właściwsza dla porównywania się z innymi jest mediana – to wartość środkowa. Powyżej (i poniżej) niej zarabia dokładnie połowa pracujących. Ta kwota w Polsce to niespełna 3.000 złotych. Brutto.

Wszystkie wartości podałem „mniej więcej” – za 2011 rok nie ma jeszcze pełnych statystyk (i nie będzie ich jeszcze przez parę miesięcy). W efekcie mogę się mylić o kilkadziesiąt złotych. Ale pewne jest jedno – zdecydowana większość Polaków uważa, że zarabia za mało w stosunku do potrzeb (i że inni w Polsce zarabiają za dużo). A jaka jest perspektywa wzrostu płac? W mojej ocenie – marna. Oczywiście, będą profesje, w których należy oczekiwać wzrostów. Dotyczy to prac najwyżej kwalifikowanych, wymagających wysokiej kultury i fachowości (choć niekoniecznie wyższego wykształcenia). Nie należy za to spodziewać się kokosów w branżach, w których płaci się mało nie tylko w Polsce – na przykład w hotelarstwie, gastronomii, turystyce. Choć w Trójmieście i tu można się spodziewać chwilowego skoku w związku z EURO 2012. Chwilowego.

Jest jednak kwestia ważniejsza od poziomu płac – to chęć i możliwość znalezienia zatrudnienia. Zarejestrowanych w Polsce bezrobotnych jest „tylko” 1,7 miliona. Ale… W Polsce jest ponad 38 milionów mieszkańców. Pracuje trochę ponad 16 milionów. 42,6 procent. Spodziewajmy się raczej podatków, niż szybkiego, powszechnego i znaczącego wzrostu dochodów. Szybciej dogonimy Europę, jeśli zbankrutuje kilka państw, w których zarabia się lepiej. Chyba, że my zbankrutujemy. Co w szczęśliwie rozpoczętym, 2012 roku, nie jest niemożliwe.
_________________________
ten sam tekst ► na stronie "Dziennika Bałtyckiego" oraz ► na stronie naszemiasto.pl (tam też - komentarze)
Ciekawy link:
► Zatrudnienie i wynagrodzenia w gospodarce narodowej w I półroczu 2011 r. (Główny Urząd Statystyczny, 2011) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz