4 kwietnia 2012

Biedne miasto Gdańsk

Dolny Wrzeszcz jest – po Sopocie – drugą dzielnicą Metropolii, w której mieszkańcy ogłosili i przegłosowali własne, autorskie propozycje do budżetu obywatelskiego. Wszelako między Sopotem a Dolnym Wrzeszczem są co najmniej dwie istotne różnice. Po pierwsze Sopot jest – ludnościowo – o połowę większy. Po drugie – budżet postawiony do decyzji mieszkańców w zeszłym roku w Sopocie był sto razy większy niż to, co mogła zapewnić dolnowrzeszczańska rada dzielnicy. Ale gdy mówi się o milionach a nie o tysiącach złotych, to chyba prędzej czy później musi się pojawić wielka (czytaj: gminna) polityka, a wraz z nią tarcia i gry podjazdowe. Wielkiej polityki (na szczęście) we Wrzeszczu nie było. Wielkich pieniędzy (niestety) – też.

Mieszkańcy Dolnego Wrzeszcza ogłosili kilka dobrze opracowanych inicjatyw oraz kilka pomysłów, które będą stanowić zaczyn przyszłych przedsięwzięć, bardzo ciekawych, choć niekiedy bardzo trudnych do przeprowadzenia. Dominowało podejście bardzo skromne pod względem oczekiwań finansowych i bardzo praktyczne, służące poprawie warunków zamieszkania i nauki. Jednak niemal bez wyjątku projekty wzbudziły we mnie smętną refleksję: Gdańsk to biedne miasto, którego nie stać ani na utrzymanie szkół, ani na eliminację podwórkowych pijalni trunków, ani na troskę o jakość architektury, ani na zieleń miejską, ani na chodniki i ścieżki rowerowe bez wertepów, ani na czystą przestrzeń publiczną. A pod bokiem, na samej granicy Wrzeszcza, kłuje w oczy stadion na Euro 2012…

W głosowaniu zorganizowanym przez radę dzielnicy wygrały dwa parki. Mieszkańcy postanowili o sfinansowaniu w pierwszej kolejności rewitalizacji parku położonego na samej granicy dolnowrzeszczańskich osiedli Nowe Szkoty i Kolonia – na placu biskupa Edwarda O’Rourke. To miejsce o ciekawej historii, urodziwej architekturze jeszcze z czasów cesarza i świetnym dostępie do komunikacji miejskiej. Sądzę, że w przyszłości będzie to bardzo prestiżowa lokalizacja o charakterze ściśle mieszkaniowym. Już teraz w sąsiedztwie widać rosnącą troskę mieszkańców o odnawianie elewacji (choć uczciwie trzeba przyznać, że zdarzają się tam budynki, których nowa, wielobarwna uroda jest co najmniej kontrowersyjna, a szacunek dla historii… hm... umiarkowany…). Co ważne – w okolicy nie ma banków, dilerów komórek ani nachalnych reklam.

Wskazany przez mieszkańców Dolnego Wrzeszcza plac biskupa O’Rourke położony jest w jednym z najściślej zabudowanych fragmentów Gdańska. Na obszarze, na którym gęstość zaludnienia to ponad 12,5 tysiąca osób na kilometr kwadratowy (najwięcej w Gdańsku), park jest jedynym publicznym terenem zielonym! Do tego położonym w dzielnicy, która jako całość nie tylko jest bardzo gęsto usiana budynkami, ale i niemal ogołocona z terenów rekreacyjnych i przyrody. Dodajmy, że władze miejskie Gdańska podjęły niedawno decyzję o okrojeniu we Wrzeszczu czegoś, co chwilę wcześniej dostało dumną nazwę „OSTAB” – „Ogólnomiejski System Terenów Aktywnych Biologicznie”. Nic dziwnego, że mieszkańcy chcą, by resztki zieleni ożyły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz