11 kwietnia 2012

Miasto jak firma

Przed paroma dniami Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni, zajął pierwsze miejsce w przygotowanym przez „Puls Biznesu” rankingu „Samorządowy Menedżer Regionu 2011” w województwie pomorskim. A już wkrótce…

„Miastem należy rządzić jak firmą” – taki pogląd usłyszałem z ust jednego z polityków – urzędników najwyższego szczebla administracji miejskiej Gdańska. Mieliśmy niewiele czasu na dyskusję, zdążyłem jedynie spytać, czy mój rozmówca preferuje zarządzanie japońskie, czy afrykańskie. A miałem jeszcze na końcu języka pytania kolejne, na przykład o to, czy Gdańsk powinien stosować wzorce dziewiętnastowieczne, czy może późniejsze (albo wcześniejsze)? Czy Gdańsk jest raczej koncernem, czy też „firmą rodzinną”?

Idea zastosowania metod korporacyjnych do zarządzania miastami jest nośna. Przyjmuje się w niej, że funkcjonowanie miasta można oprzeć na osiągnięciach wiedzy menedżerskiej, dotyczących na przykład sprawności struktur, jakości świadczeń (usług, produktów i obsługi), zarządzania potencjałem społecznym czy efektywności inwestycji.

Efektywność ekonomiczna we współczesnym zarządzaniu nie jest pojmowana jako cel, lecz jako narzędzie osiągania zamierzeń. „Jeśli mowa o pieniądzach, to nie wiadomo o czym mowa” - mówi zasada na miarę XXI wieku. To kompletne zaprzeczenie podejścia dziewiętnastowiecznego, opisanego przez Karola Marksa. Filozofia nowoczesnego biznesu zakłada, że firma (tu: miasto) buduje swoją misję, odwołującą się do wartości o wymiarze cywilizacyjnym, kulturowym. Biznesy oparte na samej tylko kasie szybko bankrutują. Ale to nie znaczy, że należy pozwalać sobie na przedsięwzięcia, do których trzeba będzie przez długie lata dopłacać.

Odpowiedzialność publiczna zakłada, że zarządzanie służy równorzędnie różnorakim odbiorcom – klientom, inwestorom, sąsiadom. Nie ma tu miejsca na prymitywne podporządkowanie się inwestorom czy turystom, ani też na „dojenie frajerów”. Pomyślunku wymaga sposób zapewnienia równowagi między potrzebami gospodarczymi, społecznymi i środowiskowymi. To się nazywa „zrównoważony rozwój”, który w Polsce doczekał się rangi konstytucyjnej. Ale póki co - kto by się przejmował pustym zapisem...

Partnerstwo społeczne. To kolejna zasada, która staje się menedżerską normą. Prymitywna manipulacja społecznością firmy czy miasta wypadła już z europejskiego kanonu. Zasadą staje się powszechny dostęp do informacji. Coraz częściej mówi się o kapitale społecznym. A autorytaryzm wypierany jest przez dialog - na codzień. Okresowo upływające kadencje zarządów firm czy prezydentów miast nie powinny mieć znaczenia dla codziennych dobrych praktyk.

Od sposobu zarządzania sprawami miejskimi zależy, czy Gdańsk wróci do europejskiej elity. A im lepsze zarządzanie, im więcej dążenia do doskonałości w każdym działaniu, tym mniej czasu i pieniędzy będzie potrzeba, by osiągnąć sukces. „Miastem należy rządzić jak firmą” – powiedział gdański urzędnik – polityk. Jeśli miałbym coś sugerować, to proponuję wybrać dla Gdańska europejski wariant zarządzania miastem-firmą. Zachodnioeuropejski. To będzie wymagało istotnych zmian, ale przecież Gdańsk chce się zmieniać…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz