18 kwietnia 2012

Nic się nie stało... EURO 2012

W związku ze zbliżającymi się europejskimi zawodami piłkarskimi rośnie w narodzie ciekawość przemieszana z niepokojem. Czy zdążymy? Czy przyjadą? Czy zdewastują? Co będzie potem ze ślicznymi stadionami? Czy będziemy do nich dokładać? Ile?! Co z drogami i kolejami? Czy je najpierw zbudujemy, czy rozkradniemy? I tak dalej, i tak dalej…

W Gdyni, w Wyższej Szkole Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego odbyła się ostatnio konferencja „EURO 2012 - Nic się nie stało”. Współorganizator, Ośrodek Psychologiczno-Pedagogiczny „Razem”, postawił w związku z piłkarskimi mistrzostwami pytanie: wielkie wydarzenie, większe zagrożenie? Debatowano o kulturze i bezpieczeństwie wokół stadionów nie tylko podczas EURO. Rozmawiano o „know-how”, które z mistrzostw mogą wynieść nasi lokalni kibice – i kibole, szczególnie płci męskiej, zaliczani do kategorii „małoletni”, lub, co gorsza, „nieletni” lub „młodociani”. A my tak naprawdę nie wiemy, jakie obyczaje i wzorce przywiozą ze sobą goście zagraniczni. Nie chodzi tylko o zachowanie w czasie samych meczów, ale także o to, jak będą się odnosić do tubylców i jak będą spędzać czas przed i po zawodach. Do tego powinni być przygotowani nie tylko policjanci i urzędnicy, ale też nauczyciele, którzy po powrocie z wakacji spotkają się z wracającymi do szkół kibicami rodzimymi.


Patrząc na drużyny, które ślepy los rzucił do „gdańskiej” grupy, nie spodziewam się żadnych przełomowych wydarzeń mogących wpłynąć na rodzime kibicostwo. Bardziej interesują mnie skutki takiego a nie innego zaawansowania Polski (w tym Gdańska) w realizacji przedsięwzięć związanych z imprezą. Autostrady, lotniska, koleje, lokalne drogi dojazdowe – to wszystko, co na mistrzostwa ma (miało?) być zbudowane. I to nie jako niedoróbka częściowo i tymczasowo udostępniona do eksploatacji, lecz jako oddane do normalnego użytkowania eleganckie wizytówki – pomniki naszej sprawności i terminowości.

Fot. © Dziennik Łódzki / Archiwum

Psychologiczny sukces związany z EURO 2012 jest możliwy w trzech co najmniej sytuacjach. Po pierwsze – wygramy mistrzostwa. Wtedy puścimy w niepamięć wszystkie błędy i niedoróbki, choćby kosztowały miliardy. Po drugie – jednak zbudujemy wszystko w najlepszym standardzie i będziemy z tego przez lata korzystać z dumą. Po trzecie – ochoczo ulegniemy propagandzie sukcesu. Obstawiam ten trzeci wariant, opakowany zgrabnym hasłem wyprowadzonym z historycznego „my tym misiem otwieramy oczy niedowiarkom” czy równie nośnym „nic się nie stało”…

Wkrótce po konferencji „Nic się nie stało” Uczelnia Kwiatkowskiego zorganizowała kolejną, pod tytułem „Testament RMS Titanic. 100 lat”. Rocznicową debatę uzupełniono projekcją filmu „Gustloff - ostatni rejs”. Nie śmiem sugerować, że Gustloff, Titanic i EURO 2012 to trzy katastrofy zbliżonej rangi. W końcu obstawiłem, że mistrzostwa skończą się sukcesem. Propagandowym. Ale sukcesem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz