9 maja 2012

Dzień Zwycięstwa, czyli "u nas Polski nie ma"

Galeria Bałtycka to położony przy granicy gdańskiego Wrzeszcza betonowy obiekt, którego cechami charakterystycznymi (wewnątrz) są: brak widoku na zewnątrz i możliwości podziwiania krajobrazu oraz duża ilość sklepów z ciuchami. Jeśli mój autobus przed dworcem kolejowym się spóźnia, a na dworze jest zimno lub mokro, to idę sobie do tej galerii i spoglądam na wystawy sklepowe, niejednokrotnie zasługujące na miano wystaw prawdziwie artystycznych (jak na galerię przystało). No i ostatnio trafiłem na sklep cenionej angielskiej marki „no name”, którego witrynę przyozdobiono artystycznie wielką mapą Europy.


Centralnym elementem mapy jest Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii wraz z atlantycką wyspą północnoirlandzką. Królestwo jest pretensjonalnie wymalowane w brytyjską flagę. Ale przede wszystkim jest wielkie – sięga od Madrytu na południu po Grenlandię na północy, na wschodzie zaś – niemal do Stettina. Wielkość królestwa mnie nie zdziwiła, przyzwyczaiłem się do wybujałej i imperialnej wyobraźni Anglików. Zdziwił mnie nieco Stettin, podobnie jak położony nieco dalej na wschód Danzig. Oraz kolejne miasto, tym razem położone w sąsiednim państwie – Warsaw. I następne, w tym samym kraju co Warsaw: Kiev i Moscow. Miasta Krakau (czy może Cracow) w ogóle nie ma na mapie, z której jednak można wnioskować, że Wisła w swoim górnym biegu wartko płynie przez Austrię.


Nie wiem, czy taka a nie inna mapa, w końcu nieco historyczna, niesie ze sobą w zamyśle projektanta ekspozycji jakieś głębsze przesłanie. Może, jak Lenin na bramie stoczni, ma być osobliwym świadectwem historii? A może wygłupem popkultury? A może ktoś w ogóle nie myślał o jakimkolwiek przesłaniu towarzyszącym sklepowej wystawie „no name”? Wszystko mi jedno – w każdym razie symbolika „u nas Polski nie ma” odstręcza mnie od tego sklepu. Skutecznie.

Przed z góra dziesięcioma laty Janusz Lewandowski, obecnie komisarz Unii Europejskiej, twierdził, że w ciągu dwóch – trzech lat okaże się, czy Polska będzie samodzielnym bytem ekonomicznym, czy kolonią Unii Europejskiej. Współcześnie Witold Kieżun, ceniony od wielu, wielu lat profesor zarządzania, skłonny jest porównywać polską gospodarkę z rwandyjską czy ugandyjską. Ja na szczęście nie muszę mieć w tej sprawie zdania – z mapy w angielskim sklepie „no name” w Galerii Bałtyckiej wiem, że Polski nie ma. Ukrainy zresztą też. A mimo to mistrzostwa KOKO EURO 2012 będą spoko sukcesem dla, jak sądzę, Ukrainy, tym bardziej dla Polski, a już w szczególności dla Danziga. Sukcesem co najmniej propagandowym, „do użytku wewnętrznego” – bo w takiej Anglii go nie zauważą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz