30 maja 2012

Rok dobrych rad

Mija równo rok od powołania w Gdańsku rad dzielnic i osiedli. W większości miejsc rady są nowością – po raz pierwszy w historii w wyniku powszechnych wyborów mieszkańcy wyłonili samorząd, mający reprezentować lokalną społeczność przez trzyletnią kadencję. Jednak nie wszystkie dzielnice mają swoje rady. Widać Przymorze, Zaspa-Rozstaje, Matarnia i Suchanino są tak fajnie zorganizowane, że demokracji lokalnej nie potrzebują. A Aniołki… Obawiam się, że większość aniołczan nie wie, że jest aniołczanami… Nieobecnym dajmy jednak spokój – czas na małe podsumowanie aktywności tych, którzy są i od roku działają w pozostałych 28 gdańskich społecznościach. 

Otóż większość rad ma już swoje siedziby. To ważne, bo czas bez własnego lokum nie sprzyja samoorganizacji. Więcej – te rady, które mają siedziby, mają je we własnej dzielnicy. Nie przeszedł pomysł, który urząd miejski zaoferował jednemu z samorządów, by urządzić mu lokal w innej części miasta, i to dość słabo skomunikowanej. A jeśli już jest wspólne miejsce, to można się spotykać i rozpoczyna się systematyczna praca zespołowa. To bardzo istotne, jeśli chce się pracować razem dla wspólnych celów. Razem z mieszkańcami – bo rady są nie tylko po to, by reprezentować lokalną społeczność i pośredniczyć w przekazywaniu skarg i wniosków, ale przede wszystkim po to, by pomagać w lokalnych projektach i inicjatywach. 

Dobrze oceniam aktywność wielu spośród rad – ich działalność odbija się echem wewnątrzdzielnicowym. Pojawiają się projekty międzydzielnicowe, a nawet ogólnomiejskie. Cieszę się, że „Dziennik Bałtycki” poświęca radom coraz więcej miejsca. „DB” miał zawsze dobry instynkt w wyszukiwaniu ciekawych osób, miejsc i zjawisk, a przeczuwam, że wielkie dni samorządności lokalnej jeszcze przed nami. Współcześni Gdańszczanie, wciąż jeszcze społecznie dość bierni, coraz częściej mają ochotę na aktywność, niekiedy nawet wbrew temu, co określa się mianem „zdrowego rozsądku”. Pojawiają się osoby, które wierzą, że można zmieniać miasto niezbyt dobrze oceniane (przez mieszkańców) pod względem jakości życia i sposobu wydawania naszych (podatników) pieniędzy. 

Partycypacja. To słowo w znacznej mierze dzięki radom dzielnic zaczyna robić w Gdańsku karierę. Oznacza ono, że decyzje podejmowane są na podstawie ustaleń dokonanych z udziałem lokalnych społeczności. Albo na ich wniosek. Najbardziej wyrafinowaną jak na razie formą partycypacji jest budżet obywatelski. Połowa funduszu rady w Dolnym Wrzeszczu przedstawiona do bezpośredniej decyzji mieszkańców to jaskółka zwiastująca wiosnę. Co ważne, jaskółka jest nie tylko bezpartyjna, ale i apolityczna. Woli zieleń na placu miejskim, niż pajacowanie na salonach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz