27 czerwca 2012

Czyste miasto Gdańsk

EURO w Gdańsku mamy za sobą. W toczonych tu i ówdzie dyskusjach obecny jest pogląd, że wszystko wróci do normy, do paskudnej codzienności złożonej z różnych odcieni szarości w niczym nie przypominających różnobarwnych wdzianek (i tu wielkimi literami) Kibiców – Gości Gdańska na Najwspanialszym Stadionie Świata. Nawet „Dziennik Bałtycki” doniósł w sobotę na frontowej stronie: „Kończy się EURO, wracają problemy”. Wobec takiego stawiania sprawy rodzi się we mnie bunt! 

Jeszcze przed mistrzostwami socjologowie i kulturoznawcy dyskutowali o tym, czy turniej piłkarski może zmienić obyczaje. Wnioski były różne, wątpliwości dotyczyły niemal wszystkich dziedzin życia. Ja jestem optymistą, bo właśnie w związku z EURO 2012 w mojej dzielnicy zdarzył się cud. Otóż minął wiosenny „kryzys śmieciowy” i stała się czystość! Ze śmietników zniknęły wysypujące się śmieci; chodnikowe i trawnikowe kosze zaczęły być czyszczone do dna; wyparowały składowiska foliowych worków z jesiennymi liśćmi; sterty świątecznych choinek też się podziały nie wiadomo gdzie; poznikały kupy gruzu; pod krzakami nie widać już zabytkowych pralek, lodówek i kuchenek; nie widać przydrożnych telewizorów bez wtyczek i kineskopów oraz tysiącletnich foteli bez tapicerki; zniknęła nawet pewna otwarta furgonetka bez szyb, o której usunięcie mieszkańcy prosili od paru lat. Więcej: jednego dnia dwie instytucje miejskie potrafiły zorganizować konkurencyjne zbiórki odpadów gabarytowych, a Przedsiębiorstwo Robót Sanitarno-Porządkowych sprzątało nawet w niedzielę. 

Jeśli ktoś spyta, kto stoi za tym cudem, odpowiem: urzędnicy, którzy udowodnili, że miasto umie działać sprawnie. I prezydent Gdańska, który rzecz całą zarządził. 

„Mając na uwadze dbałość o czystość i porządek naszego miasta” (cytat z dokumentu urzędowego) w dniu 11 maja prezydent Paweł Adamowicz zainicjował „szeroko zakrojone działania porządkowe” i ogłosił reorganizację sposobu porządkowania miasta*. I, choć trudno w to uwierzyć, nowy system zadziałał od razu. Malkontenci mówią, że nie ma komu śmiecić, bo połowa mieszkańców uciekła z dzielnicy przed wszechobecnymi śmigłowcami i eurokonwojami na sygnałach. Inni twierdzą, że to symboliczne, jednorazowe „malowanie trawy na zielono” (zresztą przy prowadzącej na stadion ulicy Kościuszki trawę faktycznie pomalowano). A ja malkontentom i defetystom mówię – nie! Przecież w tym samym czyniącym cud dokumencie prezydent zobowiązał się, że „powyższe działania służyć nam będą nie tylko w okresie rozgrywek EURO 2012 lecz i w przyszłości”. 

Utrzymanie czystości jest naprawdę ważniejsze dla mieszkańców, niż rozgrzebana na dwa-trzy lata budowa ulicy „Nowej Kościuszki”, hałas śmigłowców i policyjnych syren z okazji Mistrzostw Europy czy nie aktualizowana od ponad roku strona internetowa www.czystemiastogdansk.pl. Ale, oczywiście, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Skoro mamy już (i będziemy mieli) czystość, to następnym krokiem mogłyby być na przykład przycięte trawniki, odnowione zieleńce i place zabaw. I równe, wypoziomowane chodniki. 

__________
* pismo prezydenta ► tutaj.

PS. Po jakimś czasie w sprawie tego tekstu wypowiedział się rzecznik prezydenta, Antoni Pawlak - można przeczytać ► tutaj

Śmigłowce EURO 2012 nad Dolnym Wrzeszczem - kolekcja Barbary Filipiak:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz