13 czerwca 2012

EURO - tunel

Pierwszy mecz turnieju EURO 2012 za nami. Wynik sportowy interesował mnie umiarkowanie, choć podobno winien jestem sympatię Hiszpanom, których - jak donoszą media - jest w Gdańsku dużo i są sympatyczni. Zdecydowanie bardziej od walorów sportowo-towarzyskich moją uwagę przyciągnęła całkiem inna strona organizacji meczu.

Los sprawił, że mieszkam blisko stadionu - we Wrzeszczu, przy tym odcinku Trasy Słowackiego, którego budowę odłożono na bliżej nieokreśloną przyszłość. Dzięki temu mogłem bez wysiłku robić za gapia – błąkać się po swojej dzielnicy i przyglądać pracy służb zaangażowanych w organizację przemieszczania się narodu i „zabezpieczenie” tras dojazdowych. I, co ważne, mogłem się przysłuchiwać temu, co się dzieje. Zrelacjonuję zatem zarówno efekty wizualne, jak i akustyczne. 


Dźwięki związane z meczem były wszechogarniające. Nie były to wuwuzele ani chóralne śpiewy kibiców - nad moją dzielnicą rządziły śmigłowce. Kilka maszyn mieliło powietrze na tyle nisko i na tyle intensywnie, że było je głośno słychać niemal cały czas. Mieszkańcy i bywalcy mogą potwierdzić – pojedynczy helikopter towarzyszący meczom Lechii dawał efekt subtelnego brzęczenia w porównaniu z tym, co było słychać 10 czerwca.
Oprócz dźwięków z nieba słychać było częste wycie syren. Pojedyncze wozy i kolumny pojazdów dbały o to, by ich obecność była dobrze słyszalna już z daleka.

Efekty wizualne związane z meczem były bardziej zróżnicowane. Przede wszystkim kursująca regularnie komunikacja miejska (na szczęście bez syren). Ale także autobusy biur turystycznych i inne, z których najbardziej kolorowy był „limone bus” wymalowany w byka i napisy „Gniewino – España” oraz „świadomie o atomie”.
W kierunku stadionu (i w kierunku wręcz przeciwnym) przemieszczały się też liczące po kilkanaście wozów kolumny policyjne. No i oficjele za ciemnymi szybami. O tym, że jechały ważne postaci świadczyły nie tylko relacje telewizyjne, ale i jadące przed nimi motocykle policyjne i towarzyszące karetki. 

Piesi też byli. Przed meczem dominowali spacerowicze – mieszkańcy dzielnicy wędrujący w kierunku stadionu, by „poczuć atmosferę”. Niektórzy klęli, że położony tuż przy Wrzeszczu stadion (granica dzielnicy przebiega po krawężniku ul. Pokoleń Lechii Gdańsk) jest tak trudno osiągalny na piechotę. Szczególnie od czasu, gdy wybudowano peron „Stadion Expo”, blokujący możliwość przejścia przez tory kolejowe. Toteż i kibiców wędrujących na mecz (i z meczu) było znacząco mniej, niż w czasie występów Lechii Gdańsk. I byli to – oczywiście – głównie kibice krajowi. Z zagranicznych udało mi się spotkać kilkunastu Rosjan, paru Hiszpanów, a nawet jednego, kompletnie zagubionego Włocha. 

Z innych wrażeń wizualnych uwagę zwracają rozgrzebane place budowy „nowej” i „starej” ul. Kościuszki, tworzące przejeżdżającym interesujący slalom.



Tym niemniej nawet przeciwnicy turniejowej ekstazy muszą przyznać, że komunikacja z lotniska na stadion i ze stadionu w kierunku lotniska funkcjonowała sprawnie. I udało się osiągnąć „efekt tunelowy”. Wrzeszcz nie skorzystał na przemieszczaniu się kibiców, ci z kolei nie skorzystali z uroków dzielnicy. I taki chyba był plan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz