18 lipca 2012

Deweloperzy morenowych wzgórz

Wielka żegluga po morzu, mniejsza po Wiśle, Odrze czy jeziorach kaszubskich to pewne wyzwania, ale mieszczące się w mojej wyobraźni. Gorzej z żeglowaniem po ulicach Gdańska. 

Nie trzeba być meteorologiem by wiedzieć (i widzieć), że klimat się zmienia, a jego cechą jest rosnąca niestabilność. Jedną z właściwości współczesnej zmiany klimatycznej w Polsce są uciążliwe susze, ale i gwałtowne ulewy, niekiedy potrafiące trwać nie tylko godzinami, ale i dniami. 

Nie trzeba być hydrologiem, by mieć świadomość, że woda jest dość słabo wchłaniana przez beton i asfalt. Przez dziurawą nawierzchnię – odrobinę lepiej. Ale najbardziej lubi wsiąkać w grunt niezagospodarowany, „czysty”, nie pokryty żadną zabudową. 

Nie trzeba być przyrodnikiem, by rozumieć, że woda w naturze ma „z górki”. Jeśli deszcz pada z nieba (w dół), to – powiedzieliśmy – wsiąka w te miejsca, których jeszcze nie zabudowano. A co nie wsiąknie, to spływa (w dół) miejscowym potokiem. A jeśli nie ma potoku lub się w nim nie mieści, to tworzy stawy lub szuka sobie innych dróg. Lubi wtedy – przykładowo – ulice. 

Nie trzeba być biesiadnikiem, by wiedzieć, że ciecze wlewa się wprawdzie od góry, ale naczynia wypełniają się począwszy od dna. Taka – powiedzmy – woda lubi się gromadzić w oceanie, w morzach, jeziorach. W zbiornikach retencyjnych też. Ale jeśli zbiorniki są za małe, za płytkie albo są daleko, to naturalnymi miejscami gromadzenia się jej nadmiaru są inne, mniejsze zagłębienia terenu, na przykład tunele, piwnice czy choćby nierówne jezdnie, chodniki czy parkingi. 


Podsumowując: jeśli ktoś wybudował bloki mieszkalne i inne obiekty (lub pozwalał na ich wybudowanie) na gdańskim „górnym tarasie”, czyli na przykład na pięknych morenowych wzgórzach Piecek-Migowa czy Brętowa, to musiał wziąć pod uwagę, że zabiera miejsce deszczowi, który niegdyś wchłaniał się tam w ziemię bez problemu w ilościach całkiem sporych. I z pewnością rozumie, że skutkiem jego działalności jest zwiększona ilość wody spływającej (w dół), na przykład ku Wrzeszczowi. Przez wieleset lat płynęła tam dolinami: Jaśkowym Potokiem, Strzyżą i Potokiem Królewskim – i korzysta z nich nadal. Ale jest jej coraz więcej i więcej. Powódź 2001 roku pokazała, że coraz większa woda z moren nie jest już „obsługiwana” przez wrzeszczańskie potoki. Ostatnie zalania wzdłuż nich przypomniały o tamtej powodzi. Tegoroczne, przecież niezbyt wielkie deszcze powodują też, że w okolicach dworca kolejowego między Górnym a Dolnym Wrzeszczem nie da się przejść suchą stopą. 

Dojrzewa we Wrzeszczu inicjatywa, by wnioskować o powołanie przeciw-powodziowego funduszu odpowiedzialności społecznej, na który złożyliby się ci, którzy zabudowali (i wciąż zabudowują) „górny taras” – morenowe wzgórza nie tak dawno jeszcze niemal wolne od betonu i asfaltu. Deweloperzy mający poczucie społecznej odpowiedzialności – wystąp! 

Galeria Manhattan - mała woda na równej powierzchni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz