11 lipca 2012

Patriotycznie, czyli Polska jest debest!

Profesjonalny sport zawsze wzbudzał emocje. Starożytni Rzymianie identyfikowali się z najlepszymi gladiatorami czy woźnicami rydwanów. Powstawały już wtedy fankluby kibicowskie, a nawet zgrupowania kibolskie zdolne nie tylko do wzajemnych walk, ale i do wystąpień przeciw władzy cesarskiej. Minęły tysiąclecia, ale zjawisko nie tylko przetrwało, ale zyskało nowy wymiar – narodowy.

Kibole siatkarskiej reprezentacji Bułgarii czy piłkarscy kibole rosyjscy – to były dwa incydenty na tle pokojowych nastrojów i wielkiej fali szczęścia, która zalała nas w związku z wydarzeniami sportowymi. Wygrana narodowej drużyny siatkówki, wielki sukces polskiej zawodniczki na kortach Wimbledonu – te wydarzenia wzbudziły w Polakach zwiększone poczucie identyfikacji z ojczyzną. Sromotną klęskę drużyny piłkarskiej na UEFA EURO udało się przykryć narodowym sukcesem organizacyjnym i propagandowym, tym większym, że już wkrótce będziemy gościć kolejne mistrzostwa Europy i świata w dyscyplinach, których nawet nie spamiętałem. W każdym razie nowoczesny patriotyzm każe nam mówić w ojczystym języku, że „Polska jest debest”, a my jesteśmy debeściakami. 

W cieniu współczesnego narodowego debeściarstwa pozostała uroczystość z kanonu patriotyzmu „tradycyjnego”. Otóż niepostrzeżenie minęło nam równo 80 lat odkąd Andrzej Wachowiak, gdyński radny i działacz Ligi Morskiej i Kolonialnej, zorganizował w dzień św. Piotra uroczystość święcenia łodzi i kutrów rybackich. Uroczystość ta przekształciła się w latach następnych w ogólnokrajowe Święto Morza, które w 1939 zgromadziło w samej tylko Gdyni kilkadziesiąt tysięcy osób – defiladę odbierał wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, a wspomniany Andrzej Wachowiak wygłaszał słowa solennej przysięgi: „Przysięgamy odwiecznych praw Polski do Bałtyku i morskich przeznaczeń Rzplitej strzec! Nad ujściem Wisły straż niezłomną trzymać! Dorobek Polski na wybrzeżu i morzu stale pomnażać! Braci naszych za kordonem, nierozerwalną część Narodu Polskiego, wspomagać i bronić. Tak nam dopomóż Bóg!”. 

Parę lat temu ministerstwo odpowiedzialne za gospodarkę morską przestało wyznaczać miejsce centralnych obchodów Święta Morza. Przed rokiem tradycyjne uroczystości zastąpione zostały odbytą w Gdańsku konferencyjną oficjałką Europejskiego Dnia Morza wyznaczonego – nie wiedzieć czemu – na dzień św. Bernardyna. Historyczna, czerwcowa data pomału odchodzi w niepamięć. 29 czerwca jest wprawdzie świętem Marynarki Wojennej RP, ale ta już w dziewięćdziesiątą rocznicę pierwszego Święta Morza „będzie posiadała w obszarach zdolności do rażenia, przetrwania i ochrony wojsk, przerzutu i mobilności, wsparcia działań oraz wsparcia układu pozamilitarnego potencjał bojowy równy zeru” (informacja Sztabu Generalnego Wojska Polskiego). 

W tej sytuacji główną ostoją tradycyjnie pojmowanej idei Święta Morza pozostaje szef jedynej chyba instytucji europejskiej mającej siedzibę w Gdyni. Europejski Duszpasterz Ludzi Morza, o. Edward Pracz (CSsR) dba o to, by co roku przypomnieć o Święcie. W dzień św. Piotra, 29 czerwca 2012 też przypomniał. Powiedzmy sobie szczerze: ojciec Pracz jest debest!

Na zdjęciu: o. Edward Pracz i ja
Źródło: WSAiB.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz