8 sierpnia 2012

m/s Manhattan

Kajakarstwo górskie ulicami Gdańska? Pomysł na pierwszy rzut oka irracjonalny, ale spróbujmy go się do niego przymierzyć. Tym bardziej, że pojedynczy śmiałkowie już próbują ulicznych sportów wodnych, na razie głównie w Górnym Wrzeszczu. W końcu właśnie w tej dzielnicy mieliśmy ostatnio parę okazji do podziwiania rwących potoków, płynących swoimi historycznymi dolinami tym śmielej, im więcej deszczu spadało na okoliczne wzgórza. 

Można dyskutować czy mamy globalną zmianę klimatyczną, czy deszcze padające w Gdańsku są raczej jakimś chwilowym zaburzeniem pogodowym. Bezsporny pozostaje fakt: deszcz czasem pada, niekiedy dość intensywnie. A miasto przestało radzić sobie z darowaną przez niebiosa ilością wody. 

Powody bezradności Gdańska są dwa. Pierwszy to zabudowa nie tyle samego Wrzeszcza, co okolicznych wzgórz. Każda nowa asfaltowa ulica i każdy nowy budynek postawiony na Pieckach, Migowie czy w Brętowie zwiększa ilość wody spływającą w dół, ku Wrzeszczowi. Woda, która jeszcze niedawno podlegała naturalnej retencji na wzgórzach, szuka dla siebie drogi. Wrzeszczańskie potoki przez dziesiątki lat bez większych problemów przyjmowały nadmiar, który nie wchłonął się w glebę na morenach. Teraz deszczówka nie ma się gdzie wchłaniać, więc musi spływać i się gromadzić – najchętniej w piwnicach, na podziemnych parkingach czy w tunelach między Górnym Wrzeszczem a sąsiednią dzielnicą – Wrzeszczem Dolnym. Może jeszcze się przelać dalej, ale na szczęście deszcze w lipcu i sierpniu tego roku były dość niewielkie, więc powódź sprzed 11 lat w Dolnym Wrzeszczu się nie powtórzyła. 

Widok z ul. Dmowskiego w kierunku ul. Wajdeloty i Białej w Dolnym Wrzeszczu, 3 sierpnia 2012

Oczywiście, woda mogłaby w jakiejś części spływać do kanalizacji deszczowej. Ta jednak zamiast wodę zbierać, tworzy… fontanny! To drugi powód kłopotów Wrzeszcza – brak odpływu i retencji. Co do kanalizacji deszczowej – sprawa jest jasna: budowniczowie Wrzeszcza sprzed stu i więcej lat spaprali robotę, bo nie przewidzieli, że w tym miejscu rządzić będzie ktoś inny. A nie mam przekonania, czy którakolwiek instytucja we współczesnym Gdańsku zna układ kanalizacyjny i ma wolę jego modernizacji. W połowie zeszłego roku miała rozpocząć się przebudowa ulic Wajdeloty wraz z budową kanału ulgi zbierającego nadmiar wody. Na początku 2012 powinna była zacząć się budowa podziemnego zbiornika retencyjnego w okolicach dawnego browaru w Dolnym Wrzeszczu. Z tych planów „udało się” – jak na razie – skasować Staw Browarny… 

Sądzę, że można mówić o braku wyobraźni władz miejskich, które, mimo doświadczeń wielkiej powodzi 2001 roku, dopuściły do zabudowania morenowych wzgórz w sposób, który zwiększa ryzyko powtórzenia się dramatu. I że stało się to bez stworzenia odpowiedniej infrastruktury przeciwpowodziowej.

Boję się, że w razie większego deszczu pozostanie nam cieszyć się możliwością uprawiania sportów kajakarskich. A może i większe jednostki się dołączą? W końcu, jak pokazał ostatni deszcz, Galeria Manhattan umie pływać co najmniej w Jaśkowym Potoku.  

Jaśkowy Potok w Jaśkowej Dolinie, 3 sierpnia 2012, fot. Robert Krygier

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz