29 sierpnia 2012

Sprawa stoczni

„Sprawa stoczni” w Trójmieście zawsze będzie tematem nośnym – niezależnie od tego, czego konkretnie będzie dotyczyć. Teraz mamy kilka takich „spraw”.

W Gdańsku na terenach stoczniowych „zalęgły się” instytucje kultury. Tworzą się sentymentalne ruchy społeczne złożone z osób przywiązanych czy to do wyburzanych, historycznych budynków postoczniowych, czy też do żurawi, bez których wiele osób nie wyobraża sobie miejskiego krajobrazu (też sobie nie wyobrażam). Biuro Rozwoju Gdańska przygotowuje „Studium krajobrazowe Młodego Miasta ze szczególnym uwzględnieniem dźwigów”. Prezydent przywołał na dawną bramę Stoczni Gdańskiej ducha Włodzimierza Lenina, pewnie po to, by go którejś nocy ponownie objawić miastu i światu. Na przykład w nadchodzącą rocznicę Porozumień Sierpniowych. A może na otwarcie Europejskiego Centrum Solidarności. Słowem: w Gdańsku wokół stoczni „się dzieje”. 

 W Gdańsku stoczniowe żurawie zasłaniają widok na GIT - Gdańską Inwestycję Tysiąclecia

A w Gdyni? Pewne emocje budzi ewentualna wyprowadzka Stoczni Marynarki Wojennej i stworzenie w ten sposób przestrzeni dla rozwoju portu. Jestem za tym, by Gdynia mogła przyjmować wielkie kontenerowce, więc terenu upadłych warsztatów wojskowych nie żałuję. W Gdyni opracowano też konstrukcję i technologię czegoś, co nazywa się VFT – Vistal Floating Turbine, zwana też dok-wieżą. Jest to, mówiąc w największym skrócie, unosząca się na wodzie elektrownia, projekt mogący zrewolucjonizować branżę morskiej energetyki wiatrowej w skali wykraczającej daleko poza Bałtyk. Gdyńska akademia Det Norske Veritas ma bodaj najnowocześniejszy w Europie symulator 3D, który w wirtualnej rzeczywistości pomaga szkolić specjalistów do najbardziej wymagających prac związanych z inspekcją statków, platform wiertniczych – i chyba wszystkiego, co stoi w morzu lub się po nim porusza. Na terenie dawnej stoczni przy ul. Czechosłowackiej wykluwa się koncept Bałtyckiego Parku Nowych Technologii. 

W efekcie w Trójmieście pojęcie „stocznia” przestaje kojarzyć się z historycznym rytmem produkcja – strajk – produkcja. Stocznia staje się miejscem dla ludzi chcących się rozwijać i myśleć niestandardowo. W niektórych miejscach stocznia to strefa kultury i życia społecznego. W innych to strefa technologicznych innowacji wyznaczających zupełnie nowe horyzonty związane z pracą na morzu i w związku z morzem. Normą stają się ciągłe zmiany. 

Powoli można zacząć mówić o cudzie: nie tak dawno miałem szczerą radość rozmawiać z przedstawicielami fińskiej misji z gatunku szpiegostwa gospodarczego. Przyjechali do Gdyni i Gdańska po to, żeby nauczyć się od nas przestawiania branży stoczniowej na nowe tory. U siebie, w Finlandii, ponieśli na tym polu klęskę i bardzo boją się przyszłości. A w Trójmieście branża ma się na ogół nieźle, dużo lepiej, niż wynikałoby to ze stereotypowego obrazu stworzonego w ciągu ostatnich dwudziestu lat. I wystarczająco dobrze, by inni chcieli się na nas wzorować. 

Dodajmy do tego jeszcze jedno ciekawe zjawisko: Chińczycy już nie trzymają się mocno. Dziewięćdziesiąt procent chińskich, „tanich” stoczni nie ma zamówień spoza ojczyzny. Mówi się coraz częściej, że kryzys, że branżę czeka bolesna fala bankructw, redukcji i wyprzedaży. Że zginą nawet firmy chronione przez państwo. Chińskie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz