19 września 2012

Wybór Gdyni

„Port zbudowano w zatoce pomiędzy dawnymi wsiami Gdynią i Oksywiem, w miejscu, w którym wpadała do morza bagnista rzeczka Chylonka” – relacjonował red. Henryk Tetzlaff, w II RP naczelny miesięcznika „Morze”, współzałożyciel Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Gdyni, lata później publicysta „Dziennika Bałtyckiego”. 

"Przyszedłem do przekonania, że jedynym i najlepszym miejscem do budowy portu jest dolina między tzw. Kępą Oksywską i Kamienną Górą. Ponieważ w tej dolinie leży znana od dawna polskim letnikom nadmorskim wioska Gdynia, więc przyszłemu portowi nadano też nazwę Gdynia" – te zdania należą z kolei do inż. Tadeusza Wendy. To jemu, jeszcze w trakcie trwającej w 1920 roku wojny, zlecono „zbadanie możliwości wybudowania portu morskiego w Tczewie i połączenia go z morzem za pomocą pogłębionej Wisły, względnie za pomocą kanału morskiego, przecinającego terytorium Wolnego Miasta Gdańska”. Po stwierdzeniu nieprzydatności Wisły dla żeglugi wielkich statków poszukiwania przeniesiono ze śródlądzia bezpośrednio na brzeg morza, w okolice Żarnowca, Pucka, na całe 66 kilometrów polskiego wybrzeża (nie licząc Helu). 

Zacytuję Tadeusza Wendę jeszcze raz: „Wybór Gdyni dla portu spotkał się z silnym sprzeciwem. Jedni ciągle jeszcze wskazywali na Tczew, jako na miejsce najodpowiedniejsze dla portu. Idea ta jednak, pomijając wielkie koszta wykonania, miała ten duży brak, że Tczew, jakkolwiek leży nad Wisłą, musiałby być połączony z morzem za pomocą kanału morskiego długości 35 km, który podczas miesięcy zimowych stanowiłby poważną przeszkodę dla żeglugi z powodu lodów, i że na całej prawie swej długości leżałby na terytorium WM Gdańska, przez co stałby się niejako przedłużeniem portu gdańskiego i nie uniezależniłby Polski od Gdańska. Inni znów uważali, że najlepszym miejscem pod budowę portu jest Zatoka Pucka i że w tym celu należy przekopać półwysep Hel i wybudować wielką tamę, oddzielającą Zatokę Pucką od Zatoki Gdańskiej.” 

Cytuję obficie – a z cytatów przemawia historia. Port w Gdyni stał się jednym z największych sukcesów w dziejach polskiej inżynierii. Zanim to się stało, musiał znaleźć się inż. Tadeusz Wenda, który nie tylko z najwyższą starannością wskazał lokalizację portu, ale wkrótce stał się szefem największej nadbałtyckiej i polskiej budowy tamtego czasu. Musiał znaleźć się Sejm RP, który podjął decyzję o rozpoczęciu tej budowy. Musiał się znaleźć inż. Eugeniusz Kwiatkowski, który mistrzostwo inżynierskie Wendy przekuł w jeden z największych sukcesów w historii polskiej gospodarki. No i w jeden z największych sukcesów polskiej polityki międzynarodowej – port w Gdyni pozwolił Polsce wyjść obronną ręką z niemiecko-polskiej wojny gospodarczej połowy lat dwudziestych XX wieku (choć nie udało się w pełni uniezależnić od nieprzyjaznego Gdańska). 

23 września mija równo 90 lat od dnia, w którym Sejm RP przyjął Ustawę o budowie portu w Gdyni.
Składam hołd posłom na Sejm RP, którzy w 1922 roku, w Polsce słabej, wykazali się wielką ambicją i wyobraźnią. I gratuluję tym wszystkim, dzięki którym dziewięćdziesiąt lat później, w XXI wieku Port Gdynia jest świetną firmą, a Gdynia świetnym miastem. 

* * *

Cytaty zaczerpnąłem z książki „Archiwum Morskie Eugeniusza Kwiatkowskiego”, wydanej przez WSAiB im. E. Kwiatkowskiego w Gdyni. Redakcję „Dziennika Bałtyckiego” proszę, aby honorarium z tytułu niniejszego felietonu zasiliło fundusz budowy pomnika inż. Tadeusza Wendy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz