3 października 2012

Coś się kończy, coś się zaczyna

30 września ostatni raz w tym sezonie popłynęły gdańskie tramwaje wodne. Jako fan wewnątrzmiejskiego programu ożywienia dróg wodnych konsekwentnie biję brawo Gdańskowi jako miastu, które potrafiło zaprojektować trasę tramwaju w sposób wizjonerski i poprowadzić ją szlakiem, przy którym w przyszłości powstaną atrakcje turystyczne. Nie przeszkadzają mi nawet błędy popełnione podczas projektowania poszczególnych przystanków – prawdziwi fascynaci potrafią wybaczyć naprawdę wiele. 

Tramwaj wodny odpływa z przystanku na Nabrzeżu Zbożowym w Nowym Porcie

Nie odmówiłem sobie przyjemności i tego ostatniego dnia rozsiadłem się wygodnie na pokładzie tramwaju, na wygodnym i gustownym krzesełku ogrodowym. Tym razem nie byłem jedynym pasażerem – oprócz mnie skorzystało z radości pływania jeszcze kilkanaście osób. Nie przeszkadzał nam wiatr, deszcz też nie był groźny, zawsze można się przed nim skryć. Nie przeszkadzały mi krajobrazy, które rażą niektórych malkontentów. Po prostu lubię oglądać zarówno budynki do wyburzenia, jak i rudery, których wyburzać nikt nie chce. Fascynują mnie płoty i mury wzdłuż rzeki, zniszczone nabrzeża i porastająca je zdziczała roślinność miejska. Z perspektywy wody lubię przyglądać się przystaniom jachtów i solidniejszej floty (nie tylko białej). Ale przede wszystkim uwielbiam gapić się na krajobrazy przemysłowe. Przede wszystkim na port i kilka położonych przy brzegu firm, w tym szeroką gamę gdańskiego przemysłu chemicznego. W tym kilka stoczni, które – od strony wody widać to świetnie – wcale nie mają zamiaru potwierdzać stereotypu umierającej branży. Osoby użalające się nad strasznym losem stoczni zapewniam – od strony wody widać więcej żurawi (stoczniowych i portowych), niż gdy się patrzy ze „starówki”. I wiele z nich pracuje. 

Widać, że Zarząd Transportu Miejskiego w Gdańsku na razie niezbyt troszczy się o wewnątrzmiejski tramwaj wodny (o trasach na Zatokę Gdańską nie umiem się wypowiedzieć). Ale widać też, że potencjał rozwoju tego produktu turystycznego jest spory. Ciekaw jestem, kiedy ZTM to wykryje. Może już w przyszłym roku? Jakby co – polecam się uwadze miejskiej biurokracji transportowej, chętnie pomogę pomyśleć. 

W niedzielę minął 30 września, skończyło się pływanie tramwajem i nadszedł poniedziałek. W pierwszym dniu października zwyczajowo zaczął się rok akademicki. Znów z dumą patrzymy na bogactwo gdańskiej nauki, której rosnąca potęga liczona jest w kolejnych metrach sześciennych nowo oddanych budynków, sfinansowanych ze środków rządu (naszych) i Unii Europejskiej (czyli też naszych). A w mojej dzielnicy coraz więcej obiektów pouniwersyteckich zachęca optymistycznymi napisami „na sprzedaż”. Może warto publicznie porozmawiać o przyszłym przeznaczeniu tych zacnych gmachów?

Zabytkowe obserwatorium wystawione na sprzedaż przez Uniwersytet Gdański

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz