31 października 2012

Eko-pływanie

Ruszył Pomorski Klaster Rzeczny – przedwczoraj odbyła się skromna inauguracja organizacji, która stawia sobie za cel przywrócenie Wiśle utraconej żeglowności. Projekt „partnerstwo na rzecz ekologicznego transportu” opiera się na prostych wyliczeniach, z których wynika, że wożenie towarów rzekami jest nie tylko tańsze niż po drogach kołowych, ale też emituje wielokrotnie mniej smrodu i hałasu, niż ciężarówki przemierzające polskie wertepy i autostrady. Ta filozofia przypadła do gustu zarządowi województwa pomorskiego, który zdecydował się wesprzeć rzeczną inicjatywę środkami z funduszy europejskich. 

Jednym z celów rzecznej organizacji ma być ułatwienie uruchomienia regularnego transportu ładunków (szczególnie kontenerów) z trójmiejskich portów na południe – w kierunku Torunia, Płocka, Warszawy. Takie rozwiązanie, oczywiste w krajach Europy zachodniej, we współczesnej Polsce byłoby nowością. Tyle, że nasze rządy od lat nie bardzo lubią ekologiczną żeglugę śródlądową. A i źródła ładunków, porty morskie, mogą stanąć w obliczu kryzysu… 

Niektórzy szacują, że obroty w polskich portach mogą spaść nawet o 30% w związku z… ekologią. O tyle wzrosną przewozy jeszcze mniej ekologiczne – głównie na dużych ciężarówkach. A wszystko za sprawą „dyrektywy siarkowej” przyjętej przez Unię Europejską we wrześniu. Dyrektywa mówi ni mniej, ni więcej, że Bałtyk ma być najbardziej ekologicznym akwenem na świecie, przynajmniej pod względem dopuszczalnej emisji siarki przez płynące przezeń statki. Zamysł skądinąd ciekawy, ale na tyle kontrowersyjny, że sprzeciwiały mu się parlamenty Finlandii czy Szwecji, czyli krajów dotąd słabo znanych z tego, że nie szanują przyrody i czystego powietrza. Co innego Polska – nasz ekologiczny kraj, ku pełnej konsternacji Skandynawów (i wbrew opinii krajowych środowisk związanych z żeglugą), ochoczo wsparł nową politykę na rzecz rugowania żeglugi po Bałtyku. 

Mniej statków na Bałtyku wpłynie nie tylko na porty, ale i na stocznie remontowe. Koszt doprowadzenia jednostek na naprawy wzrośnie, atrakcyjność polskich usługodawców spadnie. A tymczasem rząd właśnie w tej branży postanowił zainwestować niemałe (nasze) pieniądze. Otóż za kilkadziesiąt milionów złotych rządowa Agencja Rozwoju Przemysłu kupuje spółkę Energomontaż Północ, działającą na terenach dawnej Stoczni Gdynia. W ten sposób państwowa Agencja będzie właścicielem siódmej już firmy z tej branży. To znak, że do polityki wraca słowo wydawać by się mogło zapomniane – upaństwowienie. Czyżby przychodził czas na nacjonalizację przemysłu? 

To, że Polska nie jest państwem morskim, wiadomo już od dwudziestu lat z górą. Niektórzy twierdzą, że nigdy nie była, a minister Eugeniusz Kwiatkowski czy generał Mariusz Zaruski to tylko epizodyczni marzyciele na tle tysiąclecia, które Polska spędziła w stepach i na roli. Nic zatem dziwnego, że krajowa polityka dotycząca Bałtyku, żeglugi i przemysłów morskich da się streścić jednym słowem: chaos.


PS. Temat znany był polskiemu rządowi już wiele miesięcy temu. Stanowisko Polski, bardziej "ekologiczne" od przyjętego w Szwecji, Finlandii i Estonii, wzbudziło już w 2011 roku konsternację w tych krajach i zostało potraktowane przez wiele osób jako wrogie współpracy bałtyckiej. A obecne tłumaczenia, że "temat nie został jeszcze całkowicie zamknięty i resort pracuje nad rozwiązaniami jak wesprzeć armatorów i transport morski" brzmią fałszywie.
Materiały powiązane:
► Burzliwe odsiarczanie, "Namiary na Morze i Handel", 23 XI 2011
Bałtyk bez siarki? I bez żeglugi? To możliwe, ale...
Ale takich ograniczeń nie ma na przykład na Morzu Śródziemnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz