28 listopada 2012

Ekometropolia

Zielenieję. Nie w sensie upodabniania się do ufoludków, nie z powodu zmian chorobowych. Do ludowców też się nie zapisuję. Po prostu obserwuję u siebie tajemniczą ewolucję poglądów, która – krok po kroku – zbliża mnie do myślenia na sposób ekologiczny. Moje ego staje się „eko”. 

Co to znaczy „eko” w miejscu, w którym mieszkam? W dzielnicy należącej do najgęściej zaludnionych, położonej mniej więcej pośrodku metropolii trójmiejskiej. Przemyślałem dość uważnie i doszedłem do wniosku, że ekologiczne podejście do przestrzeni miasta ma spore walory praktyczne. 

Po pierwsze – ma być czysto. I ma nie śmierdzieć. Na szczęście mieszkam dość daleko od Szadółek, ale dość blisko zajezdni autobusowej. I całkiem niedaleko od miejsc, w których kierowcy uwielbiają stać w korkach. Innymi słowy – lubią tracić czas i śmierdzieć. A w aglomeracji trójmiejskiej na tysiąc mieszkańców przypada już około pięciuset samochodów… 

Po drugie – komunikacja publiczna ma działać. Każda nowo wybudowana droga zachęca do jazdy samochodem – taka jest polityka większości z metropolitalnych włodarzy. Jednocześnie spada atrakcyjność komunikacji publicznej. Już od grudnia wchodzą w życie zmiany (ograniczenia) w rozkładzie jazdy SKM. Jakość transportu miejskiego w Gdańsku też jest marna i ostatnio się wyraźnie pogorszyła. 

Po trzecie – ludzie to nie krety. Przejścia podziemne słabo służą pieszym, są rozwiązaniem sprzyjającym przede wszystkim kierowcom. Bardzo podoba mi się propozycja urządzenia przejść przez jezdnie tam, gdzie teraz można przemieszczać się wyłącznie tunelem. Bardzo podobają mi się pomysły, by niektóre ulice przekształcić w deptaki. 

Po czwarte – ma być energooszczędnie. Nie, nie należę do tych, którzy są gotowi ideowo siedzieć w zimnie i ciemnościach. Ale wiem świetnie, że energia we wszystkich postaciach będzie drożeć. Jeśli spełnią się czarne prognozy, koszty ciepła, gazu i prądu mogą wzrosnąć w parę lat o kilkadziesiąt procent. Niektórzy wieszczą, że ponaddwukrotnie. A z pewnością będzie drożej, niż wynikałoby to z inflacji. Z powodu rosnących kosztów spora część obywateli naszej bogatej metropolii, szczególnie ci mieszkający w starej zabudowie (ale i ci z deweloperskich fuszerek XXI wieku), mogą się ponad miarę zadłużać; „zimnym” dzielnicom może grozić nawet stopniowe wyludnianie. 

Po piąte – ma być zielono. Podoba mi się koncepcja miasta – ogrodu. Fajnie jest przechadzać się wśród krzewów, kwiatów, pochodzić po trawniku czy usiąść pod drzewem, na którym szczebiocą ptaki. I to niekoniecznie mewy i gołębie. Teoretycznie w Trójmieście i wokół jest dużo zieleni. Ale chciałbym mieć zieleń też blisko domu. Miasto tymczasem „skasowało” mi coś, co miało być „terenem aktywnym biologicznie”, czyli strefą zieleni z wodą; będzie supermarket.  

W przyszłym tygodniu odbędzie się w Gdańsku debata pt. „Ekometropolia. Czy chcemy i możemy żyć w zielonej metropolii?”. Jestem ciekaw odpowiedzi. 

Debata pt. "EkoMetropolia. Czy chcemy żyć w zielonym mieście" we wtorek, 4 grudnia o godz. 16:30 w Gdańsku
            www.facebook.com/EkoMetropolia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz