21 listopada 2012

Międzymieście

Wykryłem ostatnio, że mieszkam w międzymieściu. Czyli w takim miejscu, które wprawdzie już nie jest wsią (choć czasem zdarzają się skargi na smród z kurnika czy trucie studni przez złośliwych sąsiadów), ale miastem pełną gębą też nie jest – nie ma swojego centrum, „central parku” ani Bardzo Ważnego Urzędu. I przedmieściem też nie jest – przecież nie da się określić takim mianem dzielnicy położonej mniej więcej w jednej trzeciej drogi między centrum Gdańska a Sopotem. Dla takich miejsc, dość chaotycznie skomponowanych z resztą przestrzeni miejskiej stworzono słowo „międzymieście”. 

Wykryłem przy okazji, że Gdańsk składa się głównie z przedmieść i międzymieść. No i utwierdziłem się w przekonaniu, że całością struktury miasta rządzą na spółkę: historia, deweloperzy i bezplan. A swoje odkrycia i umocnione poglądy zawdzięczam gdańskiemu Instytutowi Kultury Miejskiej i kwartalnikowi „Res Publica Nowa”, które zorganizowały w ostatni piątek debatę pt. „Moje Międzymieście”. Spotkanie odbyło się jednak nie w żadnym międzymieściu, lecz w ścisłym centrum Gdańska, przy Długim Targu. Nic niezwykłego – konferencje o biedzie i wykluczeniu też nie odbywają przed noclegowniami dla bezdomnych czy przed całodobowymi sklepami monopolowymi. 

Główny problem, który został postawiony w trakcie spotkania dotyczył tego, według jakiej filozofii powinny rozwijać się miasta. Na ile czerpać z dawnych doświadczeń, a co wybierać z nowiutkich trendów myśli społecznej, architektonicznej, planistycznej czy jeszcze jakiejś innej. Słowem – czy miasta powinny się opierać na idei, czy na stosowanym w bardzo wielu miejscach podejściu „anarchoneoliberalnym”, w którym samowolka idzie w parze z pełną wolnością gospodarowania prywatnym majątkiem. 

Na wszelki wypadek zastrzegę, że – z powodów zupełnie praktycznych – jestem ekologiem. W Trójmieście jednak wizja ekometropolii na razie przegrywa z ambicją betonowania przestrzeni. Ale jak źle musi być w innych miastach, skoro zdaniem miesięcznika „Rowertour” to Gdańsk jest najbardziej przyjaznym rowerzystom miejscem w Polsce? Dodajmy do tego, że najwięcej miejskiej powierzchni leśnej można w Katowicach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz