8 stycznia 2013

Gdańszczanie - analfabeci czy złodzieje?

Nie wiem, czy Zakład Komunikacji Miejskiej w Gdańsku zorganizował jakąś konferencję prasową, ale w różnych mediach pojawiła się zadziwiająca informacja: „pasażerowie kradną książki z tramwajów”. Dla niezorientowanych – w niektórych gdańskich tramwajach pojawiły się worki z książkami do czytania przez pasażerów, a założeniem akcji jest zachęcenie ludzi do czytania. Dodam, że jest to akcja wspólna miasta, komunikacji miejskiej oraz Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej (WiMBP)

Mam wrażenie, że ZKM i dziennikarze trochę nie przemyśleli tematu. Pojawiły się bowiem tytuły: "Gdańszczanie nie zrozumieli czytelni w tramwaju. Książki znikają na potęgę" czy "Mobilne czytelnie w gdańskich tramwajach. Po kilku dniach akcji książki ukradziono". Powodem takich wniosków stała się informacja, że codziennie z pozostawionych pasażerom książek znika nawet 40%.

Moim zdaniem, by przeczytać książkę, potrzeba odrobinę czasu. Być może dziennikarze i personel komunikacji miejskiej cieszą się wielką biegłością w czytaniu i są w stanie wessać w siebie treść „Pana Tadeusza” w ciągu 15 czy 30 minut (najdłuższa linia tramwajowa daje pasażerowi 60 minut na przejechanie od początku do końca). Ale nie przypuszczam. Podejrzewam raczej, że tego, iż czytanie książki zajmuje czas - po prostu nie wiedzą. Może z braku doświadczenia w tej dziedzinie?

Drodzy dziennikarze i drogi personelu komunikacji miejskiej w Gdańsku – książki służą do czytania, a nie tylko do oglądania! Nie każcie ludziom przestawać czytać przed wyjściem z tramwaju!

Racjonalny jest pogląd dyrektora WMBP - "Część pasażerów zapewne tak wciągnie się w lekturę, że książkę zabierze ze sobą do domu. Będziemy więc na bieżąco uzupełniać tramwajowy księgozbiór. Ale liczymy też na to, że sami mieszkańcy włączą się do akcji pozostawiając w tramwajach książki, którymi chcieliby podzielić się z innymi czytelnikami." Gdzie coś takiego można przeczytać? Ano, na stronie internetowej zapowiadającej akcję w imieniu organizatorów. Na gdansk.pl...

Kto jak kto, ale dyrektor biblioteki wie, że książki są do czytania. A największym nieszczęściem akcji byłoby, gdyby 100% pozostawionych dzieł zjeżdżało nocą do zajezdni w stanie nienaruszonym. Szkoda, że nie wiedzą tego dziennikarze i pracownicy komunikacji miejskiej - oni chyba woleliby, żeby pasażerowie okazali się analfabetami... Ja wolę, żeby - posługując się językiem mediów - byli "złodziejami".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz