16 stycznia 2013

Wiślana laguna

Podróże między Gdańskiem, Elblągiem i Królewcem nie były kiedyś szczególną osobliwością. Zarówno lądem, jak i wodą. Trzy hanzeatyckie miasta prowadziły dość podobne interesy, niekiedy ze sobą zażarcie konkurowały, czasem jednak miały wspólnego władcę i rozwijały się w zbliżony sposób. Na przełomie 1944 i 1945 roku wydawało się przez chwilę, że znów mogą znaleźć się w jednym państwie; wyznaczony został nawet polski prezydent Królewca. Jednak ostateczną decyzję podjął Józef Stalin – kreska narysowana na mapie podzieliła dawne Prusy Wschodnie między Polskę a Rosję, zaś historyczne więzi gospodarcze zostały zerwane. Ruch między „tą” i „tamtą” stroną nowej granicy praktycznie ustał. Północna część regionu na niemal pół stulecia stała się terytorium ściśle militarnym.

Gdy po obu stronach granicy upadał komunizm, stopniowo zaczęła się rozwijać kooperacja. Szlak przetarł ówczesny poseł Edmund Krasowski, przepływając przez Zalew Wiślany na Bałtyk jachtem „Misia II” – pod nosem Armii Czerwonej. Wkrótce ożywił się port w Elblągu, laguną płynęły towary – aż przyszła Unia Europejska. Granica znów się uszczelniła i stała się mało życzliwa. Elbląski port, dla którego żegluga do Rosji i przez Rosję stanowi rację bytu, znów stał się niemal martwy. Dopiero od niedawna wodny biznes znów ożywa. Dopuszczono też „mały ruch graniczny”, w ramach którego wizy zostały zastąpione dokumentami wizopodobnymi, ale przemieszczać się między krajami jest dużo łatwiej, niż trzy-cztery lata temu. Lądem. 

Niestety, przy podpisywaniu polsko-rosyjskiego porozumienia o ruchu na granicy zapomniano, że ludzie mogą chcieć przemieszczać się również wodą. Wyjaśnienie jest proste: z Warszawy raczej nie widać morza, a już zupełnie – Zalewu Wiślanego (z zalewów stolica widzi jedynie Zegrzyński). Ale pewnie wkrótce da się i tę przeszkodę usunąć. W każdym razie – powoli tworzy się przestrzeń dla normalnej współpracy ludzi i firm z rosyjskiego obwodu i polskich terenów przygranicznych. 

Dzięki zmianom zacząłem współpracować z jedną z tamtejszych uczelni (tą, która jest właścicielem żaglowca „Kruzensztern”), bywam na coraz liczniejszych imprezach przygranicznych. I trafiłem przedwczoraj na spotkanie – konferencję zorganizowaną przez Instytut Morski w Gdańsku pod anglojęzycznym hasłem „VILA”. To skrót od Vistula Lagoon (Zalew Wiślany). 

Z wystąpień konferencyjnych wiało optymizmem. Po prostu nie wiadomo co by się musiało zdarzyć, by granica została ponownie zamknięta. W nowe otwarcie w relacjach granicznych z Rosją wierzy też polski rząd, odsuwając w słabo określoną przyszłość sprawę budowy kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną. No właśnie. W 1945 roku Eugeniusz Kwiatkowski proponował przekopanie Mierzei po to, by zapewnić elbląskiemu portowi bezpośredni dostęp do morza, a tym samym niezależność od Związku Radzieckiego. W trakcie konferencji „VILA” głosy na rzecz niezależnego od Rosji dostępu do Bałtyku, też były bardzo wyraźne. A rok mamy 2013…

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz