20 lutego 2013

Most nad Motławą

Niektórzy twierdzą, że to nie autostrada miejska. Dwa pasy ruchu w każdą stronę, linia tramwajowa, ścieżka rowerowa, chodnik. Poniżej wolna przestrzeń – ponad 20 metrów – i woda. Estakada nad ujściem Motławy będzie prowadziła od strony Warszawy prosto przez teren niegdysiejszej stoczni (zwanej gdańską lub cesarską) – do wielkiego hipermarketu i do położonego przy nim niewielkiego brązowego budynku. Europejskie Centrum Solidarności, bo tak nazywa się obiekt przy przyszłym markecie, ulokowany będzie na terenie wyczyszczonym ze stoczniowych pozostałości. O dopasowanym do otoczenia charakterze budynku mówi Basil Kerski, dyrektor placówki: „Rdzawy w przyszłości kolor ścian ECS przypominać będzie także kolor pruskiej cegły, nawiązywać do architektury Gdańska XIX wieku. Myślę, że taka była idea projektantów”. Szczerze mówiąc zaczynam w to wierzyć. Bo jakoś nie może mi przejść przez myśl, że profesjonalna komisja konkursowa wyłaniająca projekt mogła nie uwzględnić braku sąsiedztwa widzialnych resztek stoczni. 

Europejskie Centrum Solidarności to – zgodnie z ustawą – inwestycja „niezbędna do przeprowadzenia turnieju UEFA EURO 2012”. Nie cieszy się wśród mieszkańców zbyt wielką atencją – jest najmniej popularnym elementem zeszłorocznej sportowej fiesty. I chyba tylko gotowy obiekt ze świetną ofertą może przekonać nieprzekonaną większość, że przedsięwzięcie miało sens. Natomiast sąsiadujący z ECS przyszły hipermarket nie jest przedmiotem szczególnej refleksji ani debaty publicznej. A że naród lubi wielkie sklepy, to obstawiam, że handlowy gigant położony między gazownią a Pomnikiem Poległych Stoczniowców spotka się z zainteresowaniem. Tym bardziej, że kolejna estakada pozwoli dojechać do megasklepu prosto z alei Zwycięstwa. 

Trasa biegnąca estakadą z alei Zwycięstwa, prowadząca przez dawną Stocznię Gdańską i dalej, przez kolejną przyszłą estakadę nad ujściem Motławy do trasy warszawskiej (Elbląskiej) - to Nowa Wałowa. Najszerzej komentowana inwestycja w mieście. Przykład błędu projektowego, którego przez kilka lat nie dyskutowano. Nie ukrywam, obawiam się, że nowa droga niemal pozbawiona wygodnych przejść dla pieszych odetnie miasto od rzeki na zawsze. Boję się, że wielki most nad ujściem Motławy, na spółkę z kładką do filharmonii, wymiecie z Głównego Miasta białą flotę. 

Za wcześnie ogłaszać śmierć możliwości nowoczesnego i atrakcyjnego urządzenia Młodego Miasta. Ale wiele znaków na ziemi i na niebie wskazuje, że w XXI wieku, podobnie jak ponad pół tysiąca lat wcześniej, próba zagospodarowania przez Gdańsk terenów nad Wisłą znowu skończy się niepowodzeniem.
Na planie miasta (można powiększyć)
zaznaczyłem lokalizację estakady
Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

3 komentarze:

  1. Ja też dziś poruszyłem kwestię Nowej Wałowej. W przypadku Młodego Miasta jest szansa na zrobienie wszystkiego od podstaw w nowoczesny i przyjazny sposób. Może uda się tego nie sknocić... http://gdanskzdolu.pl/2013/02/20/nowa-walowa-a-po-co-ulice/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że ani władze miasta (ani tym bardziej inwestor) nie zechcą nic zmieniać. Obawiam się, że błąd sprzed lat jest nie do odkręcenia.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń