13 lutego 2013

Opera

Wpadł mi w oko obrazek. Krajobraz żywcem wzięty z jakiegoś Nowego Jorku czy innego Chicago. Drapacze chmur, u których stóp nabrzeża, woda i statki. I podpis „Gdynia w… r. 2000”. To opis obrazka wziętego chyba z jakiejś bardzo starej gazety, a przedstawiającego wyobrażenie tego, jak będzie wyglądać miasto w dalekiej przyszłości. Kto wie, jakimi drogami potoczyłyby się dzieje tego
największego miasta w województwie pomorskim, gdyby nie nieszczęście wojny światowej. 

Los sprawił, że w 1945 roku Gdynia dorobiła się „młodszego braciszka”, nowego miasta – Gdańska. 

W tym miejscu wyobraźnia podpowiada mi, że sporo osób zaczyna czuć wzburzenie. Szczególnie mieszkańcy tysiącletniego Gdańska. A ja swoje: Gdańsk narodził się jako miasto polskie w roku 1945. Nagle przestał być niemiecki, długo wcześniej już przestał być miastem wielonarodowym, o jeszcze bardziej zamierzchłej więzi z Polską nie wspominając. A przede wszystkim przestał być miastem – pasożytem, które swoje powodzenie niemal od zawsze budowało na łupieniu Polski. Stało się to w ponad dziewiętnaście lat po ustanowieniu miasta Gdyni. 

Współcześnie mam nieodparte wrażenie, że Gdańsk cierpi na tajemniczy kompleks Gdyni. Wynika stąd zazdrość o wszelkie inwestycje, które są podejmowane „po sąsiedzku”. Niechęć do swobodnej inicjatywy i niepokorności Gdynian, zwanych często „śledziami”. No i skłonność do tego, by projekty gdyńskie adaptować u siebie (na przykład budowę rafinerii ropy naftowej). A następnie, by z Gdynią konkurować, robiąc podobne rzeczy na większą skalę. Ducha współpracy metropolitalnej nie widać.

Tymczasem rodzi się projekt, który może być ciekawym pomysłem na wspólne działanie i decyzje podejmowane w ramach metropolii. Otóż Opera Bałtycka szuka dla siebie nowego miejsca. Poddano pod osąd publiczny cztery bardzo złe lokalizacje. Zadbano w pierwszej kolejności o to, by każda z propozycji była możliwie oddalona od ludzkich siedzib (dużo bardziej, niż teraz, gdy opera mieści się w gdańskiej dzielnicy Aniołki). A ja powiadam: urządźmy siedzibę Opery Bałtyckiej w Gdyni. Sądzę, że zmieściłaby się w projektach nadmorskiej strefy prestiżu. I miałaby szansę, której Gdańsk jej raczej nie da – posadowienia nad brzegiem morza. Może nawet jak w Sydney stałaby się wyrazistym symbolem miasta? 

Z okazji przypadających na 10 lutego urodzin życzę Gdyni wszystkiego najlepszego. 

Na obrazkach projekt Joanny Ryłko, za: gazetaswietojanska.org

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim" pod tytułem "Opera do Gdyni!"

2 komentarze:

  1. Panie Piotrze!
    Obrazek z "mannhattanem" pochodzi z "Tygodnika Ilustrowanego" z roku 1937. Sam go do sieci wrzucałem. Przedstawiono w Tygodniku 5 obrazków, od epoki polodowcowej po "Gdynię roku 2000" " :) Charakterystyczne zaniedbanie: Gdynia w roku 2000 i ...statek z roku 1937 :) Dość częste na takich przedstawieniach.
    Co do kontrowersji gdańsko gdyńskich, to długo by opowiadać. Inny materiał ludzki, najkrócej rzecz ujmując. Najtrafniej opisał ro F. Sokół, były komisarz rządu RP, którego wspomnienia polecam.

    Pozdrowienia

    J. Łukaszewski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, dziękuję za informację. I dziękuję za przypomnienie wspomnień F. Sokoła!

      Usuń