20 marca 2013

Bondżowi Arena

Podobno o gustach się nie dyskutuje. Nie wiem, z jakiego powodu. Ja jednak spróbuję, bo miałem niedawno okazję brać udział w licznych dyskusjach na temat jakości życia w miastach i estetyki przestrzeni publicznej. Jeden z poglądów brzmi następująco: jeśli żyjemy w ładnym otoczeniu, to jesteśmy bardziej zadowoleni z siebie, z życia (i z władz). Pokrewny pogląd brzmi: najpiękniejszym miastem (co najmniej w Polsce) jest Gdynia – no bo przecież nie zmurszały i zatęchły Gdańsk. Spróbuję wystąpić w obronie stolicy województwa.

Bondżowi Arena - można powiększyć

Nie jestem szczególnym wrażliwcem jeśli chodzi o urodę miast. Wiem, że bardzo mi się nie podobają psie kupy (szczególnie na śniegu), śmieci wysypujące się z koszy, napisy i malunki na świeżych elewacjach. Niezbyt podobają mi się też same świeże elewacje, jeśli nijak się nie komponują z otoczeniem. Wielu osobom nie podobają się reklamy, we współczesnych polskich miastach atakujące nas ponoć ze wszystkich stron. 

Mój stosunek do reklam jest dość mieszany. Czasem nawet brzydkie reklamy wydają mi się być ratunkiem dla dość paskudnych szarych bloków czy kamienic nie remontowanych od dziesiątek lat. Tak było na przykład (w mojej dzielnicy) z okazałą podświetloną tablicą prezentującą pewien dom publiczny, a wiszącą na obrzydliwie brudnej elewacji. Kolor i światło stały się zasłoną dla brudu i dziadostwa. Z podobnego powodu podobają mi się reklamy na pewnym wielkim słupie ogłoszeniowym na pograniczu Gdańska i Sopotu. Obiekt ten, znany jako hala sportowa Ergo Arena, jest prawdopodobnie architektonicznym brzydactwem (przecież gdyby był ładny, nikt by go nie zasłaniał reklamami). 

O urodzie Hali Olivia nie będę pisał, ale uwagę Czytelników chciałbym zwrócić na inny obiekt sportowy minionej epoki. Arena Bałtycka (to nazwa nadana ustawą) czy też Koko Euro Spoko Circus Maximus Arena (ta nazwa podoba mi się bardziej) była w dawnych czasach uznawana za ładną. Niektórzy kojarzyli ją z bursztynem, inni ze złotem, wielu się zachwycało, a jej replika ma nawet stanąć w Kaliningradzie z okazji mistrzostw świata w piłkę nożną planowanych na rok 2018. Niestety, czasy świetności gdańskiego obiektu już odeszły w przeszłość. Widomym znakiem regresu jest to, że na obiekcie obok reklamy Polskiej Grupy Energetycznej – podświetlanego napisu „PGE Arena” – pojawiła się następna. Miniona uroda gminnego stadionu została przykryta reklamą amerykańskich szansonistów o także przebrzmiałej sławie - nowym patronem stała się muzyczna drużyna Johna Bongioviego, potomka włoskich emigrantów i niedoszłego samobójcy. Coż, jakie czasy, tacy sponsorzy. 

Nie muszę chyba dodawać, że w Gdańsku powołano jakiś czas temu referat estetyzacji, przygotowane zostały też założenia koncepcji regulacji estetyki miasta.

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

2 komentarze:

  1. Mieszkałam jakiś czas obok tej Areny - zawsze kojarzyła mi się z pontonem. :) Cóż, owinięcie go reklamami nie poprawi sytuacji. ;/ Ale Gdańsk w ogóle jest okropnie obwieszony reklamami, a szkoda, bo się marnuje sporo potencjału. Szczerze mówiąc, mieszkam w Gdańsku, ale pracuję w Gdyni i... o wiele bardziej podoba mi się Gdynia. Mam wrażenie, że tam, zamiast wydawania referatów, które do niczego nie prowadzą, faktycznie się o tę estetykę dba. Nawet jeśli wielki węzeł Wzgórze Św. Maksymiliana po przebudowie dwa lata temu będą jeszcze raz przebudowywać, bo się zorientowali, że jednak wyszło brzydko...

    OdpowiedzUsuń
  2. "mieszkam w Gdańsku, ale pracuję w Gdyni i..."
    Mam podobnie :)

    OdpowiedzUsuń