24 kwietnia 2013

Gra w monopole?

Jedna metropolia, jedna strategia, jedno centrum – tak w skrócie można przedstawić wizję współpracy metropolitalnej w wykonaniu Pawła Adamowicza. Zdaniem prezydenta Gdańska, centrum metropolii ma być – oczywiście – w śródmieściu Gdańska. To, jak czytam w mediach, odpowiedź na ofertę współpracy ze strony Wojciecha Szczurka, prezydenta Gdyni. 

Już od dłuższego czasu przyglądam się dziwnej dyskusji na temat kształtu metropolii trójmiejskiej i nie mogę pozbyć się wrażenia, że znalazłem się w jakiejś epoce historycznej, w której państwa – miasta walczyły ze sobą. Miasta agresywne dążyły do dominacji i rozszerzenia swojego pola posiadania przez kolonizację i eksploatację innych. Takie jest doświadczenie historyczne Gdańska, który stoczył niegdyś zwycięski bój z Elblągiem (a przy okazji z Polską), potwierdzając swój status monopolu. Zupełnie inne doświadczenie tkwi w historii Gdyni, która już u swego zarania była symbolem uniezależnienia się od Niemiec i niemieckiego Gdańska. Czasy się zmieniły i…

Gminy zrzeszone w Metropolitalnym Forum NORDA i Stowarzyszeniu Gdański Obszar Metropolitalny
(w paski - gminy należące do obu organizacji - można powiększyć)

…i oba miasta trzymają się swojej historii i doświadczeń zgromadzonych przez pokolenia lokalnych patriotów. I oba mają swoje racje. 

Historyczna racja Gdańska wynika choćby z doświadczeń czasów niemieckich i socjalizmu. Rozwój dokonywał się przez wchłanianie kolejnych miejscowości. Nie tak dawno, bo dopiero w dwudziestym wieku, częściami Gdańska stały się Oliwa, Orunia czy Stogi. Kolejne, jak choćby Lipce, Matemblewo czy Piecki-Migowo znalazły się w granicach miasta za wczesnej komuny. Czterdziestolecie wchłonięcia przez Gdańsk świętowały w ostatniego sylwestra m.in. Jasień, Kokoszki, Łostowice, Osowa, Ujeścisko i Wyspa Sobieszewska. Wielu mieszkańców wciąż mówi „Gdańsk” o samym tylko śródmieściu. Zatem: w ciągu ostatnich stu lat Gdańsk zwielokrotnił swoją powierzchnię. Dlaczego w wieku XXI miałoby być inaczej? 

Racja Gdyni wynika nie tylko z historycznej dumy i etosu niezależności od niemieckiego Gdańska. Wynika również ze świadomości, że Gdańsk jako centrum jakiegokolwiek układu administracyjnego będzie „ssał” korzyści w swoją stronę, ze szczególnym uwzględnieniem optyki śródmiejskiej. A Gdynia zostanie zmarginalizowana do roli jednej z prowincji – kolonii zlokalizowanych wokół metropolitalnego „polis”. Nie przypuszczam, by taka opcja byłą do zaakceptowania dla mieszkańców Gdyni. 

Mapka ciążenia mieszkańców Pomorza do ośrodków miejskich 
(materiały Urzędu Marszałkowskiego Woj. Pomorskiego) - powiększ

Prezydenci Gdyni i Gdańska zgodnie twierdzą, że metropolia jest jedna (z utrwalonymi definicjami się nie dyskutuje). Prezydent Gdańska czuje się jednak na tyle mocny (układy w Warszawie?), że mówi: jedna strategia, jedno centrum. Co ciekawe, jeden z wiceprezydentów tegoż Gdańska mówi, że miastem powinno się zarządzać jak firmą. Jeśli wie, o czym mówi (a zakładam że wie), to jest świadom, że firma może mieć nie tylko dwie strategie, ale i dwie centrale, bardziej odległe od siebie niż Gdańsk i Gdynia. I właśnie dzięki temu może być graczem na skalę globalną. 

Nie ma żadnych przeszkód, by Obszar Metropolitalny Trójmiasta miał dwie strategie – dla północnej i południowej części. Nie ma też chyba żadnych przeszkód, by te strategie na obszarach "styku" były koordynowane przez marszałka województwa. Mam nadzieję, że nikt nie będzie tworzył przeszkód dla rozwoju każdego z obu miast – dużych, ambitnych i tak bardzo od siebie różnych.


Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz