17 kwietnia 2013

Na tropie spisku (o transporcie w metropolii)

Nie uważam się za zwolennika teorii spiskowych. Jednak ostatnimi czasy przychodzi mi do głowy myśl, że jest w naszym kraju jedna zmowa. I to wielkiej skali, bo obejmuje instytucje rządowe i władze samorządowe wszystkich szczebli. Dla własnego użytku nazywam wykryte zjawisko „Programem promocji transportu samochodowego”. A jego występowanie uzasadnię na przykładzie z lokalnego podwórka. 

Zaobserwowałem parę zjawisk, których natury nie umiem wytłumaczyć inaczej, niż spiskiem. Dla ilustracji zjawiska wybrałem przykład Gdańska. 

Przystanki w mojej dzielnicy w czasach względnej świetności komunikacji miejskiej (2011) 

Na początek PKP Szybka Kolej Miejska w Trójmieście, która nie tak dawno przez kilka miesięcy blokowała dojście do swojego peronu we Wrzeszczu. W pełni rozumiem determinację firmy, której peron jest rozkopany, a nadmiar chętnych do korzystania mógłby grozić bezpieczeństwu klientów, którzy w tłoku mogliby spadać na tory. Oczywiście, alternatywą mogłoby być zwiększenie liczby pociągów, ale przecież wożenie nadmiaru klientów raczej się nie opłaca. Szczególnie, że mogą sobie kupić samochód. 

Następny uczestnik spisku to Pomorska Kolej Metropolitalna, działająca we współpracy z państwową spółką PKP Polskie Linie Kolejowe. Z nieznanych mi powodów firmy te życzą sobie, aby wejście na „metropolitalny” peron było tylko z jednej strony świata – południowo-zachodniej. Klienci mieszkający po drugiej stronie torów, czyli Zaspy i „większej połowy” Wrzeszcza otrzymają od PKM premię: zamiast krótkiego dojścia na przystanek – kilka minut dodatkowego spaceru. Ale w zasadzie po co z tych dzielnic jeździć koleją metropolitalną? Przecież można sobie kupić samochód. 

Samochód w ogóle staje się coraz wygodniejszym sposobem przemieszczania się w rejonie Zaspy i Wrzeszcza. Wyłącznie samochody zaprasza biegnąca nad aleją Grunwaldzką śliczna nowa estakada. Zbudowano ją zresztą tak, żeby (bardzo przydatna w tym miejscu) linia tramwajowa nad torami kolejowymi już nie mogła powstać. Zresztą po co miałaby powstać? Nie po to buduje się nowe drogi dla samochodów, by ludzie jeździli tramwajami! 

Skoro już o tramwajach mowa – kolejnym uczestnikiem spisku jest miasto Gdańsk, a konkretniej Zarząd Transportu Miejskiego. Ceny jego biletów na niektórych trasach rosły w ciągu ostatnich czterech lat średnio o dwadzieścia procent rocznie. A świeża informacja prasowa „komunikacja w Gdańsku bez podwyżek” niesie ze sobą zapowiedź, że jednak wzrosną, choć „na razie” jeszcze nie. To może już lepiej kupić samochód? 

Tematem numer jeden w „Dzienniku Bałtyckim” jest ostatnio – nie tylko dla mnie – sprawa odbudowy infrastruktury i odzyskania Wisły dla żeglugi. Jednak, jak widać z tekstu powyżej, nie tylko transport wodny jest w Polsce prześladowany. Komunikacja zbiorowa również. Wniosek: polskie władze, inaczej niż w większości krajów Europy, kochają samochody. Ponad wszystko. Szkoda.

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz