29 maja 2013

Gdańsk: Czas na budżet obywatelski!

Zaczęło się w Sopocie, dotarło do Łodzi, Poznania, Wrocławia, przeciera sobie szlaki w Dąbrowie Górniczej, Elblągu, Krakowie, Lublinie, Olsztynie, Płocku, Puławach, Radomiu, Toruniu, Włocławku, Zielonej Górze i jeszcze paru miejscach. Przetoczyło się przez gdańskie dzielnice: Dolny Wrzeszcz, następnie Śródmieście i, zalążkowo, Zaspę Młyniec. Zjawisko nazywa się budżet obywatelski

Idea budżetu obywatelskiego zmierza do tego, by decyzje o wydatkowaniu części pieniędzy miejskich podejmowali mieszkańcy dzielnic i miast - obywatele. Oni bowiem wiedzą lepiej od prezydentów czy rad miejskich, jakie są lokalne problemy i potrzeby. Im też należy się podmiotowość w państwie, co do którego istnieje sugestia, że jest (a przynajmniej powinno być) demokratyczne. Oni też coraz częściej przestają akceptować stan, w którym gigantomania miejskich przedsięwzięć czy błędy inwestycyjne prowadzą do pogorszenia jakości życia. 

Sądzę że Gdańsk dojrzał: w mieście czas na budżet obywatelski. Gdy piszę „Gdańsk”, myślę o jego mieszkańcach. Aktywizujące się w ostatnich latach i miesiącach społeczności lokalne, rady dzielnic i osiedli, grupy społeczne forsujące nowe pomysły na zagospodarowanie przestrzeni publicznej, ruchy miejskie związane z kulturą, warunkami życia, ochroną dziedzictwa historycznego, fora i kluby dyskusyjne – jest ich coraz więcej, są coraz silniejsze i coraz częściej chcą mieć wpływ na to, jak podejmuje się decyzje w mieście. A skoro chcą, to – w społeczeństwie obywatelskim – powinny. 

Moja propozycja jest skromna. Wydzielmy do decyzji mieszkańców jeden procent budżetu miasta z przeznaczeniem na przedsięwzięcia ogólnomiejskie i drugi procent na pomysły dzielnicowe. Niech gdańszczanie zgłaszają konkretne projekty, a następnie niech ogół mieszkańców miasta i dzielnic wybiera spośród nich w głosowaniu powszechnym. Łącznie spróbujmy postawić do społecznej dyspozycji dwa procent całości wydatków miejskich. Dwuprocentowa „działka” dla demokracji to chyba nie jest dużo? Ale, zwróćmy uwagę, wielokrotnie więcej, niż obecnie władze miasta przeznaczają na przedsięwzięcia będące w gestii rad dzielnic i osiedli. 

Nie mam wątpliwości, że do podejmowania decyzji dojrzeli mieszkańcy – obywatele. Ale nie wiem, czy dorośli do tej idei miejscy włodarze, liderzy polityczni oraz partie i ich frakcje. Jednak jeśli rozmowa o demokratyzacji finansów miejskich w Gdańsku nie zostanie podjęta, to się nie dowiemy.

PS. 24.6.2013:
Dyskusja/wywiad - Wiesław Bielawski, wiceprezydent Miasta Gdańska ► tutaj


Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz