22 maja 2013

Raport mniejszości

Coraz częściej stwierdzam, że jestem społecznym outsiderem – zawsze w mniejszości. Należę do tej marginalnej części mieszkańców swojego miasta, która nie akceptuje imperialnej wizji Gdańska chcącego w metropolii przykryć Gdynię czapką niewidką. Jestem też jedną z nielicznych osób, które nie mogą się pogodzić z wydaniem zbyt wielkich pieniędzy na „mistrzowską” PGE Bon Jovi Arenę, która przez lata będzie głównie wielkim dostawcą kłopotów i pożeraczem kosztów. I należę do tej mniejszości, której podoba się koncept Europejskiego Centrum Solidarności.

Poszedłem zatem radośnie na dzień otwarty budowy budynku, który jeszcze przed zbudowaniem nieco szokuje elewacją. Materiał wykończeniowy nazywa się korten (corten), dzięki niemu ECS od nowości będzie najbardziej znanym zardzewiałym obiektem w Gdańsku. Nie ukrywam, że jestem ciekaw, jak budynek będzie wyglądał w zestawieniu z biurowcem Tryton (po drugiej stronie Pomnika Poległych Stoczniowców), olbrzymim supermarketem (w kierunku gazowni) i estakadą Nowej Wałowej (w kierunku Wisły). Niestety, niektóre eksperymenty można ocenić dopiero po ich przeprowadzeniu…  

Styropian harmonijne współgra z betonem. W tle: okrągły stół.

W trakcie dnia otwartego miałem okazję spotkać wielu zacnych uczestników i obserwatorów (a nawet krytyków) tego eksperymentu. Z rozmów szczególnie utkwiła mi w głowie myśl Zbyszka Szczypińskiego, mojego Nauczyciela socjologii. Zauważył on mianowicie, że dopóki Admiralicja mieściła się w baraku, dopóty Brytania była naprawdę wielka. I że podobnie jest z ECS…

Faktem jest, idea solidarności społecznej jest w Polsce w marnym stanie, ludzie sobie nie ufają, nie chcą sobie pomagać, nie chcą działać razem ani dla dobra wspólnego, ani prywatnego. Jesteśmy pod względem kapitału społecznego na jakimś szarym końcu Europy. I nie ma chyba siły, która w krótkim czasie mogłaby nadać nam wspólną wartość, a już na pewno nie taką, jaką stanowiły niegdyś „Solidarność” i solidarność. Stąd idea Europejskiego Centrum Solidarności jest dla gdańszczan mało nośna, a skala wyzwań przed zespołem tej instytucji – wielka. Ściskam kciuki za powodzenie tego eksperymentu, większego niż dyskutowana szeroko uroda, wielkość czy koszt budowy obiektu.

Sądzę, że pieniądze wydane na ECS mogą być dużo bardziej produktywne, niż te, które przeznaczono na bursztynową skorupę stadionu miejskiego. Ale oczywiście – z uporem maniaka – muszę spytać: ile z produkowanej przez siebie energii będzie ECS oddawać do sieci energetycznych w mieście? Albo chociaż czy spełni europejskie standardy ‘green building’? W końcu minęło już kilka lat XXI wieku i wielkie przedsięwzięcia z pewnością planuje się tak, by były efektywne pod względem energetycznym i środowiskowym…

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim" (wyłącznie wersja papierowa)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz