19 czerwca 2013

Serce mieczem przebite

To już dziś! Dziś kończy się w Gdańsku wielka kampania wizerunkowa Johna Francisa Bongiovi juniora i jego współpracowników występujących pod firmą „Bon Jovi”. Ogłoszenia w prasie. Dziesiątki (setki?) tablic na gdańskich latarniach. Plakaty na przystankach i w pojazdach komunikacji miejskiej. Wielkie przydrożne reklamy na ledowych wyświetlaczach. Jeszcze większe plandeki na budowlach – przy dworcu kolejowym i na stadionie Arena na Letnicy. Przez wiele miesięcy. 


W marcu na łamach Dziennika Bałtyckiego ukazał się mój felieton pt. "Bondżowi arena". Znęcałem się w nim nad wielkoformatową reklamą ozdabiającą nowiutki jeszcze przed rokiem stadion miejski. Zastanawiałem się, czy „bursztynowy” obiekt tak zbrzydł i spowszedniał, że należy go zasłaniać. I szerzej – jak wygląda polityka władz Gdańska w dziedzinie tolerowania eksperymentów i ekstremów estetycznych. Teraz już wiem – Gdańsk kocha reklamy! A prowadzona na wielką skalę przez instytucje miejskie promocja Bon Jovi jest tego najlepszym świadectwem. 


W reklamach zakochani są też mieszkańcy miasta. A przynajmniej są do nich przyzwyczajeni. Sporo spośród nas uważa, że nachalna promocja jest w pełni usprawiedliwiona chęcią sprzedaży produktu – w tym przypadku biletów na wydarzenie. Taki pogląd przebija się w dyskusjach, w których wiele osób popiera starania miasta o to, by stadion na siebie zarobił za wszelką cenę. 

Co na to facebook – przestrzeń tyleż wirtualna, co relacjonująca rzeczywiste zainteresowania wielkich i małych grup ludzkich? Poświęcony Bon Jovi facebookowy profil „Gdańsk kocha reklamy” nie zyskał poklasku. Zainteresowało się nim raptem niewiele ponad tysiąc osób. Polubiło dużo mniej. Za to wiele więcej mieszkańców Trójmiasta zagłosowało pieniędzmi, kupując bilety. 

Nie będę biadolił nad postępującą komercjalizacją Gdańska i miejskiego krajobrazu. Nie będę płakał nad rozkwitem popkultury. Te zjawiska występują w całej Polsce i nie tylko w Polsce. Pomyślałem, że trzeba się przystosować i zacząłem się zastanawiać, jak pociągnąć promocję dalej. Monety i medale na pamiątkę wydarzenia? Tablica dziękczynna albo pomnik? Melodie Bon Jovi wygrywane przez dzwon na kościele św. Katarzyny? Może by chłopaki skomponowali hymn Gdańska? A gdyby pomyśleć o honorowym obywatelstwie dla Johna F. Bongiovi juniora? Czy może artysta byłby dobrym kandydatem w jakichś wyborach? Po tak intensywnej kampanii pewnie by miał niemałe szanse… 

Tylko pamiętajmy – jeśli będziemy mu stawiać pomnik, to w żadnym razie w parku noszącym imię Ronalda Reagana, prezydenta USA będącego zagorzałym zwolennikiem twardego kapitalizmu. Dlaczego? Wybory polityczne demokraty, „obamisty” Johna Bongiovi od lat są dokładnie odwrotne. 

PS. A o co chodzi z „sercem mieczem przebitym”? Nie wiem. Patrzę na plakaty reklamowe (krwawiące serce jest na wszystkich) – i nie wiem. 

Źródło: facebook


Kolekcja zdjęć reklam: tutaj

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz