3 lipca 2013

750 lat Wrzeszcza (jak z bicza trzasł)

Jak z bicza trzasł – siedem i pół setki lat przeleci w tym roku Wrzeszczowi, jednej z bardziej znanych i zabytkowych części współczesnego Gdańska. Precyzyjniej: nie wiadomo, ile lat liczą sobie siedliska ludzkie w tej okolicy, z pewnością więcej niż 750. Wiadomo za to, że według naszej wiedzy po raz pierwszy nazwa Vriezst została zapisana w dokumencie sygnowanym przez księcia Świętopełka w listopadzie roku 1263. Dodajmy, że to ten sam rok, w którym prawa miejskie uzyskał pobliski gród – Gdańsk. 

W ciągu swojej historii Wrzeszcz był wsią z młynem (o młynie właśnie napisano w książęcym dokumencie). Były tu liczne stawy, źródła i potoki, młynów zrobiło się więcej, wokół rozpościerały się pola uprawne. Parę lat przed bitwą pod Grunwaldem Krzyżacy nadali wsi prawa chełmińskie. Karczmy były, a jakże! Potem pojawiły się rezydencje podmiejskie i ogrody – największe i najpiękniejsze w okolicach Gdańska. Wkrótce przyszedł czas na kolej, fabryki, lotnisko, koszary, kościoły, kamienice, szkoły… Wnet przyszły bloki. Na lotnisku urosła nowa dzielnica, która przyjęła nazwę od nieodległej wsi Zaspa. Większość wody schowano pod ziemię – Staw Browarny zniknął ostatecznie w roku ubiegłym, a potoki, szczególnie w górnej części Wrzeszcza przypominają o sobie płynąc radośnie jezdniami i rozlewając się po piwnicach i podwórzach. Tam, gdzie zniknął przemysł, pojawiają się supermarkety. Coraz szersze ulice zapraszają coraz liczniejszych samochodziarzy. Tam, gdzie kiedyś po przejściach dla pieszych chodzili ludzie, pojawiły się nowiutkie płoty. Stare budynki idą pod buldożer. Rosną jeszcze nowsze bloki, niektóre z nich wysoko ku niebu. Najwyższy z nich swoją chwałą (a dokładniej – wysokością) ma przyćmić Bazylikę Mariacką.
Możliwy wariant przyszłości Wrzeszcza.
Obrazek był ilustracją wykładu Jakuba Szczepańskiego "Zepsute miasto" (21 czerwca 2013)

Nieodległe śródmieście obchodziło niedawno swoje tysiąclecie. Po raz drugi. Pierwszy raz „tysiąclecie polskiego Gdańska” było świętowane jakoś w czasach głębokiej komuny, z hasłem „Byliśmy, jesteśmy, będziemy” rozciągniętym wzdłuż Motławy, z nieodzownym udziałem towarzysza Władysława Gomułki. Drugi raz tysiąclecie śródmieścia obchodzono w roku 1997. Powołano nawet Komitet Organizacyjny Obchodów Tysiąclecia Miasta Gdańska. Komitet – pod zmienioną nazwą i w nieco innej formie – działa do dziś. Z czego się cieszę, bo jest już w Gdańsku instytucja zdolna na czas, jeszcze w tym roku przygotować obchody rocznicy Wrzeszcza. Będzie zresztą miała zajęcie i w przyszłości, bo już za rok przypada 140 rocznica uzyskania praw miejskich przez Oliwę… 

PS. Z nieoficjalnych informacji z kręgów zbliżonych do ważnego urzędu wynika, że w planach miejskich dotyczących Wrzeszcza ujęte zostaną raczej obchody rocznicy równiejszej, niż byle 750. Albowiem już niedługo, raptem za dwieście pięćdziesiąt lat, będziemy obchodzić tysiąclecie Wrzeszcza! Zobaczycie, minie jak z bicza trzasł!

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz