31 lipca 2013

Detroit

Od paru tygodni pasjonuje mnie historia miasta, które było legendą, a stało się upiornym symbolem upadku. Dawna stolica światowego przemysłu motoryzacyjnego liczy sobie około 700 tysięcy mieszkańców (mniej niż Trójmiasto) i zajmuje powierzchnię 360 kilometrów kwadratowych (też mniej, niż Trójmiasto). Powierzchnia nie zmienia się od lat, ale ludzi ubywa. W ciągu sześćdziesięciu lat wyprowadziło się z Detroit ponad milion mieszkańców, z czego w tym tysiącleciu (przez dwanaście lat!) – ponad 150 tysięcy. 

Po uciekających pozostały porzucone wieżowce, kamienice, domy, niekiedy wypalone do fundamentów; zostały puste fabryki i magazyny; drogi w stanie gorszym, niż w Gdańsku po zimie; zostało 20 miliardów dolarów długu – kilkakrotnie więcej, niż miasto jest w stanie spłacić. Pojawili się złomiarze, mnóstwo złomiarzy. I bezrobocie wyższe, niż w niejednym mieście na Pomorzu. 

Dokąd uciekli podatnicy? W pierwszym odruchu pomyślałem, że rozpierzchli się po całych Stanach. A tymczasem nie – większość z nich po prostu przeniosła się do sąsiednich miejscowości. W końcu po coś zbudowali szerokie drogi, miejskie autostrady, przy których źle się mieszka (więc się nie mieszka), ale łatwo nimi dojechać do pracy (i wyjechać z miasta). Mieli też supermarkety na obrzeżach. Wkrótce mieli i szkoły, tereny rekreacyjne i inną infrastrukturę niezbędną do życia w taki sposób, by nie trzeba było jeździć do zakorkowanego centrum. Oczywiście – wszyscy mieli samochody (w końcu stolica motoryzacji nie mogła sobie pozwolić na to, by ludzie jeździli tramwajami – linie zdemontowano za sprawą General Motors). 

W miejscu, w którym Henry Ford zbudował swój pierwszy samochód, wiele lat temu powstał teatr. Wokół niego brakowało parkingów, więc publiczność z przedmieść nie miała gdzie zostawić wozów – teatr upadł. W ramach „rewitalizacji” przekształcono go w… parking. Pustawy, bo po co jeździć tam, gdzie już nie ma teatru? Takich miejsc w Detroit jest sporo, więc korków w mieście już nie ma… 

Współczesne metropolie USA z zazdrością patrzą na Europę. Tu szukają wzorów. Mam wrażenie, że my w tym samym czasie jesteśmy zapatrzeni w Stany – wielkie wieżowce, szerokie ulice, parkingi i mnóstwo samochodów (pod względem liczby aut już jesteśmy w czołówce europejskiej). Wielu marzy o domku z ogródkiem za miastem. Również wielu żąda szerokich dróg i nowych parkingów. 

Dróg i parkingów przybywa. Tymczasem w ciągu ostatnich dziesięciu lat w większości dzielnic Gdańska liczba mieszkańców spadła o dziesięć i więcej procent. W niektórych spadek od początku XXI wieku sięga dwudziestu procent. To więcej, niż w tym samym czasie w Detroit.

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Zdjęcia:
Teatr Michigan w Detroit, Wikipedia
Skrzyżowanie ulic Forda i Chryslera (zobacz w google.maps)
Dom przy Cadillac Boulevard - przed pożarem (zobacz w google.maps)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz