10 lipca 2013

Energa Obciach Gdańsk

„Czeho-pan-tu-szuu…kasz” – tymi słowy odezwał się do mnie obywatel, który właśnie wychynął z budynku bez drzwi i okien. „My-tu-skoooo…legą-pilnu-jemy” – dodał. A było to parę dni temu w gdańskim Wrzeszczu, przy ulicy Tadeusza Kościuszki, w miejscu zwanym wciąż jeszcze „Gedanią”. Obok zdewastowanych domów gruzowisko, betonowa trybuna niemal zasypana butelkowym szkłem. Dalej łąka, która jeszcze parę lat temu była boiskiem.


To tutaj w 1922 roku na polskim skrawku gruntu na terenie innego państwa powstał polski Klub Sportowy „Gedania”. Obok zaczęła działać polska parafia św. Stanisława, Polski Dom Akademicki. Wybudowano budynki klubowe i mieszkalne. Otaczające klub osiedle zyskało potoczną nazwę Polenhof – na znak, że żyją tutaj głównie Polacy. 1 września 1939 z mieszkańcami okolicy Niemcy obeszli się brutalnie. Proboszcz Bronisław Komorowski, zamordowany w Stutthof, spoczywa na pobliskim cmentarzu „Zaspa”. Kilkudziesięciu działaczy Klubu i większość mieszkańców też nie doczekało końca wojny. 

Po wojnie klub przechodził różne koleje, ale jeszcze w XXI wieku miejsce tętniło życiem. Powstanie Sportowej Spółki Akcyjnej i przejęcie przez nią terenu stało się początkiem klęski. Sekcja piłkarska w niemiłej atmosferze usunęła się poza władzę spółki – odbudowuje się w nowym miejscu, na terenie dawnej oczyszczalni ścieków przy alei Hallera. Wyburzono halę sportową – jej nie żal, to była niskiej jakości enerdowska konstrukcja („mówi się” że nafaszerowana azbestem). Ale ponad wszelką wątpliwość żal historycznego obiektu i żal życia, które w tym miejscu się zdegenerowało. Choć trzeba przyznać, że obywatel mieszkający niedawno na ławce trenerskiej, pod daszkiem, nie tylko zbierał makulaturę, ale też kolekcjonował i czytał książki. Jednak nie przetrwał w tym miejscu zimy. Ławka z daszkiem też nie przetrwała… 


Skandaliczny jest sposób traktowania historycznego obiektu przez jego szczęśliwie uwłaszczonego gospodarza, Sportową Spółkę Akcyjną „Gedania”. W obecnej fazie rozpadu miejsce nadaje się bardziej do odbudowy, niż ochrony. 

Władze klubu co jakiś czas snują wizję budowy czegoś nowego. Wizje, póki co, zamieniają się w złom i gruz. Złom, wyrwany z podłoży i ścian, już został wyniesiony, w gruz zmieniają się przedwojenne zabudowania. Żadna instytucja publiczna nie jest chyba w stanie skutecznie zainterweniować. A prowadzona przez klub drużyna Energa Gedania Gdańsk trenuje i gra gdzie indziej. ENERGA Gedania – powtórzę. ENERGA! To twój wizerunek, zamieniony w gruz i złom, pokrywa się szkłem i zarasta zielskiem. Niewiele ponad 1000 metrów od twojej siedziby…


Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz