24 lipca 2013

Tysiąclecie Gdańska

Ech, przed rokiem przegapiłem ważną, równą rocznicę. Nadrabiam tę zaległość z rocznym poślizgiem i ogłaszam: właśnie minęło 51 lat od czasu, gdy Gdańsk obchodził swoje tysiąclecie! „Tysiąc uśmiechów i tysiąc kwiatów za każdy rok naszego Jubilata” – można było przeczytać na pierwszej stronie wyjątkowego, niedzielno-poniedziałkowego wydania „Dziennika Bałtyckiego”. Święto obchodzono po bożemu, w niedzielę, dwudziestego drugiego dnia lipca Roku Pańskiego 1962. 

Tego dnia na lotnisku we Wrzeszczu (Zaspa była wtedy gdzie indziej, niż jest teraz) o godz. 9:03 wylądował samolot, z którego wysiadł szef partii rządzącej w otoczeniu pomniejszych oficjeli, w tym premiera rządu i przewodniczącego Rady Państwa (obecny odpowiednik – prezydent RP). 

Pierwszy punkt podróży gości – Biskupia Górka i odbywający się na niej zlot harcerski. Potem budowa suchego doku w gdyńskiej stoczni, krótki odpoczynek w Klubie Morskim w Gdyni i delegacja rozdzieliła się na dwie części – ci niższej rangi pod wodzą generała, ministra obrony przemieściła się na wielkie spotkanie młodzieży na Westerplatte, zaś szef partii rządzącej – do Stoczni Gdańskiej (która nie nosiła wtedy jeszcze imienia Lenina), gdzie w stoczniowej hali odbyły się centralne uroczystości tysiąclecia. 

Były okolicznościowe mowy pomniejsze i występy artystyczne. Ale przede wszystkim odznaczono Gdańsk Krzyżem Wielkim Polonia Restituta. Przed uroczystością odznaczenia obecni uważnie przysłuchiwali się wystąpieniu szefa partii rządzącej (a kto się nie przysłuchiwał, mógł przeczytać mowę nazajutrz w „Dzienniku”). Szef partii rządzącej mówił o dorobku Gdańska i odbudowie miasta ze zniszczeń wojny światowej. Następnie spojrzał w przyszłość. Określił inteligentną specjalizację regionu mówiąc: „życie Wybrzeża określa przede wszystkim gospodarka morska, ona stanowi źródło jego żywotności, decyduje o jego dniu dzisiejszym i jego przyszłości”. Podkreślił potrzebę rozwoju przemysłów skutecznie konkurujących w skali globalnej, mówił o wielkim znaczeniu innowacji oraz o roli wykształcenia i gospodarce opartej na wiedzy: „wybitnym dorobkiem mogą się poszczycić gdańscy projektanci i konstruktorzy”. Podkreślał też rolę logistyki międzynarodowej, w tym portów i przewozów drogą morską. 

Wieczorem dygnitarze partyjno-państwowi odlecieli, a na pamiątkę obchodów dziesięciu wieków Gdańska pozostało nowiutkie Osiedle Tysiąclecia, położone blisko jelitkowskiej plaży. 

Za następnej władzy, 35 lat później (w roku 1997) Gdańsk również obchodził swoje tysiąclecie. Podkreślę: po raz drugi. Po tych obchodach pozostał nam komitet, który pod zmienioną nazwą działa do dziś. I tu nasuwa się refleksja: za czasów obecnych władz Gdańska obchodów porównywalnej rangi jeszcze nie było! Owszem, odbyło się Euro, podjęto budowę kilku monumentalnych obiektów, niektóre z nich nawet zbudowano, inne wkrótce zostaną ukończone. 

Czy nie sądzicie Państwo, że niezłym zwieńczeniem tych osiągnięć mogłyby być trzecie obchody tysiąclecia Gdańska?

Rysunek: Jacek Fedorowicz, "Dziennik Bałtycki" z 22-23.07.1962
 
Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz