21 sierpnia 2013

Czy Polskę stać na wizję? W rocznicę śmierci Eugeniusza Kwiatkowskiego

Jutro, 22 sierpnia, minie 39 rocznica śmierci Eugeniusza Kwiatkowskiego – polityka, który miał umiejętność myślenia o przyszłości Polski w horyzoncie czasowym liczonym nie w kadencjach Sejmu, lecz w dziesięcioleciach. Człowieka, który potrafił podejmować wyzwania cywilizacyjne i realizować wielkie projekty o fundamentalnym znaczeniu dla kraju. 

Gdy myślę o dorobku Kwiatkowskiego, zawsze się zastanawiam, na ile jego osiągnięcia są do powtórzenia w Polsce współczesnej. Wielka ekspansja eksportowa, budowa niemal od zera wielkiego portu morskiego, doskonała kolej. Następnie szybkie uprzemysłowienie kraju z budową infrastruktury energetycznej i transportowej oraz stworzeniem impulsów rozwojowych dla wielu miejscowości. Ale myślę też o współczesnej adekwatności stworzonych przez Kwiatkowskiego programów, których realizacja nigdy nie została dokończona. Pierwszy, przerwany w 1939 roku wojną światową piętnastoletni plan wyrównania dysproporcji rozwojowych wewnątrz kraju i doścignięcia poziomu cywilizacyjnego Europy. Oraz drugi, którego nie udało się nie tylko zrealizować, ale i rozkręcić na szerszą skalę: plan mądrego zagospodarowania ziem zachodnich i północnych, uzyskanych przez Polskę jako wynik wojny. W tym przypadku pracę utrudniali, a ostatecznie uniemożliwili komunistyczni władcy kraju. 

Współczesna nam Polska XXI wieku znalazła się w dość osobliwym stanie dryfu rozwojowego. Budowane są strategie, plany, programy i koncepcje, których liczba przerasta zdolności percepcyjne bardzo wielu osób, z wysokiego szczebla urzędnikami i politykami na czele. Z mnóstwa dokumentów wyłania się jedna myśl przewodnia: wydajmy jak najwięcej pieniędzy „europejskich”. Na co? Hm. Tu jest kłopot. Ale chyba w zasadzie niemal wszystko jedno, bo i tak – nie tylko na szczeblu politycznym – nie umiemy ich sensownie wydawać. Dlaczego nie umiemy? Bo nie mamy wspólnej, spójnej wizji tego, na co wydane być powinny. Oraz nie mamy zgody, by były wydawane efektywnie. W rezultacie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że o bieżącym wzroście gospodarczym decydują fuszerki intelektualne i inwestycyjne, które po niewielu latach będą wołać (niektóre już wołają) o dodatkowe pieniądze. 

Duża „europejska” kasa to coś, czego Eugeniusz Kwiatkowski nigdy nie miał. Między innymi stąd jego troska o wybieranie do realizacji tych przedsięwzięć, które mogą w największym stopniu stanowić o rozwoju cywilizacyjnym. Czy współcześnie stoimy przed takimi wyzwaniami? Oczywiście! Czy są wśród nich takie, które potrzebują „współczesnego Kwiatkowskiego”? Oczywiście! Przeobrażenie systemu transportowego, nowa industrializacja, rewolucja technologiczna w energetyce. 

Przez delikatność nie będę stawiał pytania o to, czy współcześnie mamy polityków – menedżerów zdolnych sprostać tym wyzwaniom. Po 1945 roku Polska nie umiała, a potem przez wiele lat także nie chciała korzystać z intelektualnego oraz menedżerskiego potencjału Eugeniusza Kwiatkowskiego. Zmarł w roku 1974. I powtórzę: jutro mija rocznica jego śmierci. 

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz