7 sierpnia 2013

Nowy wice-Nowak

Najpóźniej za miesiąc będziemy wiedzieć, kto będzie nowym wiceministrem odpowiedzialnym za gospodarkę morską i żeglugę śródlądową. Klimat panujący wokół tych branż powoduje, że oczekiwania są duże. Bowiem dla wielu spraw, choćby dla Wisły, ostatnich kilka lat to czas zmarnowany. 

Czy na pewno oczekiwania są duże? Może mi się tylko tak wydaje, często bowiem spotykam się z niewiarą, by obecny rząd był w stanie namówić do objęcia tej funkcji kogoś sensownego. Ja jednak spróbuję powróżyć z fusów. Kogo minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej może chcieć widzieć na stanowisku swojego „morsko-rzecznego” zastępcy? Kogo może chcieć premier? 

Klasyczny biurokrata – zupełnie intuicyjnie to mój typ numer jeden. Osoba, która będzie troskliwie dbać o to, by wykonywane były wszystkie procedury. Oraz by dobrze uzasadniać (językiem prawa, oczywiście) wszystkie odpowiedzi „odmownie” padające w reakcji na postulaty środowisk żeglugi. „W świetle obowiązujących przepisów” – czytam oczami wyobraźni i widzę rzędy tytułów, paragrafów udowadniających, że propozycje są niezasadne bądź niemożliwe do spełnienia. 

Mój typ drugi to zręczny propagandysta. Osoba, która będzie się godnie prezentować na przecinaniu wstęg i odcinaniu kuponów od cudzych sukcesów. Przed nami w końcu wydarzenia przewidywalne: zakończenie budowy terminalu gazowego w Świnoujściu, zakończenie budowy centrum logistycznego na zapleczu gdańskiego portu, rozpoczęcie budowy mostu kolejowego z tegoż portu przez Martwą Wisłę, rozbudowa bazy paliwowej czy DCT… Pewnie znajdą się po drodze jakieś dni morza, zloty żaglowców, targi żeglugowe czy konferencje, na których można się pokazać. Okazji nie zabraknie, wiceminister będzie miał przy czym się „sprawdzać”. 

Przebiegły nieudacznik – to mój trzeci typ. Będzie taka osoba jeździć po konferencjach i apelować do środowisk biznesowych „musicie działać razem” bądź „zgłaszajcie te postulaty głośniej”. No i „ja przecież sam/sama nic nie mogę” – to konieczny element wszelkich wypowiedzi publicznych. Oczywiście w każdej, choćby w najprostszej sprawie „będziemy musieli opracować dobry program”. Zawsze taka osoba może zręcznie skłamać, że decyzje podjęła Unia Europejska. Może też powiedzieć, że tematy należy uzgadniać z wieloma różnymi ministerstwami, a to zajmuje czas. Wiele czasu. 

Wiceministrem odpowiedzialnym… stop! Żadnym „odpowiedzialnym”, tylko „do spraw” morsko-rzecznych może zostać jeszcze parę typów osób, pośród których można wymienić bezradnego pasjonata – marzyciela, zasłużonego funkcjonariusza partyjnego, nietykalną osobę publicznego zaufania itd. Teoretycznie rzecz ujmując wiceministrem morza i rzek mógłby zostać nawet sprawny menedżer, który będzie widział przed sobą konkretne i odważne cele. Ale to wariant bardzo teoretyczny z prostego powodu. Otóż rocznicę śmierci Eugeniusza Kwiatkowskiego będziemy obchodzić za dwa tygodnie. I choć sporo wody upłynęło w Wiśle od jego śmierci, to godnego potencjalnego następcy czy naśladowcy nie widać. 

Moje ulubione zdjęcie aktualnej pani wiceminister
Źródło: Dziennik Bałtycki

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz