28 sierpnia 2013

Trzy testy gdańskiej demokracji

Wyraźnie mniej niż połowa mieszkańców Trójmiasta uważa demokrację za najlepszą formę rządów – to wniosek z przeprowadzonej jakiś czas temu Diagnozy społecznej. Powody? Być może lubimy, gdy sprawy załatwiane są za nas bez naszego wysiłku. A być może dlatego, że tęsknimy za „silną ręką”, która zaprowadzi „porządek”?

W Gdańsku już wkrótce demokracja będzie przechodzić trzy ważne testy. Nie, nie chodzi o wybory do żadnego gremium, lecz o zdolność do skutecznych działań obywatelskich – i zdolność władz politycznych do akceptowania opinii mieszkańców miasta. Bardzo wstępne wyniki dwóch z tych testów będziemy znać już jutro.

Jutrzejszy dzień jest dniem sesji Rady Miasta Gdańska, która rozstrzygnie o dwóch sprawach angażujących całkiem spore grupy społeczne. Pierwsza z nich jest nawet gorąca – chodzi o urzędowe plany wobec Brzeźna. „Nie dla wieżowców” brzmiało głośno nawet w najodleglejszych częściach miasta (a i sopocianie z niepokojem spoglądali w górę). Dość aroganckie argumenty urzędników na rzecz wieżowców raczej dolały oliwy do ognia – bo kogo przekonuje myśl o potrzebie „dokończenia” tworzenia krajobrazu rodem z PRL „brakującymi” elementami o podobnych parametrach?

Brzeźnieński krajobraz przed "uzupełnieniem" o trzy "brakujące" wieżowce 
Fot. Piotr Janowski 

Zły plan „wieżowce dla Brzeźna” nie przejdzie. Gdańska demokracja zda pierwszy test, a Rada Miasta projekt odrzuci lub nawet nie będzie go głosować. Taką mam nadzieję.

Drugi temat testu to głosowanie miejskich radnych nad zasadami budżetu obywatelskiego. Gdańsk miał jakiś czas temu szansę być w gronie krajowych pionierów rozwiązania, w którym część kasy publicznej jest rozdysponowywana przez mieszkańców. I z szansy tej poniekąd skorzystał: dzielnica Dolny Wrzeszcz należała do pierwszych w Polsce, w których podejmowano decyzje finansowe w głosowaniu powszechnym. To jednak zasługa aktywistów lokalnych, głównie inicjatorki budżetu obywatelskiego w Gdańsku, Ewy Lieder – przewodniczącej zarządu dzielnicy – a nie panujących w mieście włodarzy. Tajemnicza blokada z ich strony spowodowała, że Gdańsk jest wśród ostatnich wojewódzkich stolic, które otwierają drzwi społecznej partycypacji w sprawach finansowych.

Społeczna Kampania na rzecz budżetu obywatelskiego oczekuje od radnych miejskich przyjęcia zasad dobrych – obywatelskie projekty bez pozaformalnej cenzury, możliwość głosowania przez każdego z nas na wiele projektów, zapewnienie czasu na „budżetowe” spotkania mieszkańców – to niektóre z tych reguł. Jeśli dobre zasady przejdą w głosowaniu Rady Miasta, a mam na to pewną nadzieję, to demokracja w Gdańsku rozpocznie zdawanie ważnego testu aktywności obywatelskiej.

Trzeci test dotyczyć będzie nie kilku milionów, lecz kilkudziesięciu miliardów złotych. To piętnastoletnia strategia Gdańska, która ma szansę zostać wypracowana przy dużym udziale mieszkańców. Alternatywą jest strategia urzędniczo-partyjna, czego lepiej byłoby uniknąć. Jednak na razie mniej niż co setny spośród gdańszczan wypełnił ankietę dotyczącą strategii swojego miasta. Inna rzecz, że ta ankieta jest dość głęboko ukryta na stronie internetowej www.gdansk.pl

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz