11 września 2013

Pachołkowa strategia

Przyznaję, że nie znam metody podejmowania decyzji w sprawach rozwoju Gdańska. Oczami wyobraźni widzę, jak Wysoki Włodarz i jego zastępcy pochylają się nad planem miasta i grają w kości. Gdzie kostki padną, tam będą nowe budowy. A z sumy oczek będzie wynikać wysokość obiektów. Ta metoda może wyjaśniać decyzje w sprawie pojedynczych lokalizacji, ale zupełnie nie pasuje do planowania dróg. W tej dziedzinie metoda musi być bardziej wyrafinowana. Karty? Ruletka? 

Władze Gdańska co jakiś czas dają kompletnie sprzeczne sygnały dotyczące tego, gdzie w przyszłości mają mieszkać obecni obywatele miasta. Okresowo twierdzą, że należy „zagęszczać” zabudowę w dzielnicach przymorskich, takich jak Brzeźno, Oliwa, Przymorze, Wrzeszcz, Zaspa czy Żabianka. Pada przy tym argument, że trzeba zatrzymać bardzo kosztowne w skutkach przemieszczanie się ludności w kierunku wzgórz i obwodnicy. Innym razem jednak te same władze ogłaszają, że chcą budować szerokie drogi umożliwiające sprawną ucieczkę poza miasto. Czy pod hasłem reklamowym „Gdańsk – szerokiej drogi” kryje się chęć wyjścia naprzeciw prognozom, mówiącym że w ciągu najbliższych kilkunastu lat może się wyprowadzić kilkadziesiąt tysięcy ludzi? Okresowo pada hasło „tempo 30” czy „budujemy kolej metropolitalną” po to, byśmy po chwili słyszeli zamiar zagęszczenia i przyspieszenia ruchu samochodów, z poprawą warunków „przelotu” tirów włącznie. 

Nowa, szeroka trasa do obwodnicy, od tunelu (pod Martwą Wisłą) przez tzw. „zieloną” drogę i kolejny tunel (pod wzgórzem Pachołek), to dla mnie próba zagęszczenia ruchu w dzielnicach położonych bliżej morza. To także próba zachęcenia mieszkańców tych dzielnic do wyprowadzki za miasto. Przy czym nie mówię o celach władz gminnych, lecz spodziewanych skutkach ich decyzji. Ale aby takie skutki osiągnąć, można zastosować wiele innych metod, dużo tańszych niż 2 miliardy złotych…

Wbrew opinii wielu urbanistów twierdzę, że planowanie metropolitalnego układu drogowego nie jest wyłącznie robotą inżynierską, lecz również powinno angażować socjologów, demografów, geografów, ekonomistów i specjalistów innych dziedzin zajmujących się tematyką współczesnych miast. Wielu, bardzo wielu specjalistów z tych dziedzin mieszka w Gdańsku. I sądzę, że wielu z nich powinno się wypowiedzieć nie tylko w sprawie planowanej pod Pachołkiem trasy Warszawa – Bałtyk, ale i w wielu innych sprawach.

Okazja do takiej wypowiedzi pojawi się bardzo szybko. Można nie ufać intencjom władz miasta, ale – moim zdaniem – należy wziąć udział w warsztatach mających wpierać wypracowanie strategii Gdańska. W ciągu paru tygodni odbędzie się ich kilka – do udziału w nich bardzo zachęcam (formalnie zapraszać nie mogę, bo nie jestem organizatorem). Na miejskiej stronie www.gdansk.pl/strategia można się zarejestrować po to, by wziąć udział w jednym z sześciu dwugodzinnych spotkań, z których pierwsze odbędzie się na Przymorzu już w najbliższy poniedziałek po południu!

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz