23 października 2013

Obywatelski budżet metropolitalny

Przed tygodniem zapowiadałem spotkanie dotyczące budżetów obywatelskich w Trójmieście. I wydarzyło się – razem usiedli i podyskutowali inicjatorzy takich budżetów w Sopocie i Gdańsku – Ewa Lieder i Marcin Gerwin oraz wiceprezydent Gdyni Michał Guć (wszyscy troje na zdjęciu w czasie spotkania 17 X).

Spotkanie odbyło się jako kolejne inspirujące wydarzenie w serii pod łącznym tytułem „EkoMetropolia – zarządzanie przestrzenią metropolitalną”. Przy finansowym wsparciu Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej odbyło się łącznie piętnaście spotkań, debat i wykładów dotyczących przyszłości naszej aglomeracji. Część spotkań adresowana była do społeczności lokalnych. Inne – do trzech miast centralnych i ich otoczenia.

Trzy miasta – trzy światy. Jednolity obraz metropolii na razie jest mglisty, a różnice mają charakter nie tylko geograficzny, ale przede wszystkim kulturowy. Sopot ma wszelkie cechy małego miasta – tyle że z nadspodziewanie wielkim budżetem. W Gdyni wyraźna jest zadziorność i niechęć podporządkowania się jakiejkolwiek dominacji. Gdańsk ma odruchy imperialne i skłonność do lekceważenia reszty metropolii. Nic dziwnego zatem, że lokalne władze mają różne standardy zarządzania miastem. Takoż jest i z podejściem do inicjatyw obywatelskich.

Sopot, mimo że jest pionierem miejskiego budżetu obywatelskiego w skali ogólnopolskiej, przestał już być wzorem dla innych. Siłą rzeczy trudno by był wzorcem dla większych sąsiadów – w końcu gdyby wyroki losu potoczyły się kiedyś inaczej, to byłby teraz dzielnicą Gdańska (i to wcale nie największą). A i „metropolitalne” miasto niechętnie uczy się od mniejszych… W efekcie Gdańsk w swoim budżecie obywatelskim spaprał ważne założenie – zaadresowania budżetowej propozycji do spójnych społeczności lokalnych – dzielnic (wciąż nie umiem się oswoić z polityczną decyzją ustanawiającą w Gdańsku okręg jelitkowsko-kokoszkowski czy brzeźnieńsko-oruńsko-sobieszewski). A co zwraca uwagę w propozycji budżetowej Gdyni? Ano, lokalność. Społeczność każdej z dzielnic będzie miała do dyspozycji środki na cele położone w miejscu swojego zamieszkania.

Jedno mnie zdziwiło – zakres przedsięwzięć możliwych do sfinansowania w głosowaniu obywatelskim w Gdyni jest bardzo wąski, „w Sopocie nie do pomyślenia” (jak powiedział dr Marcin Gerwin), w Gdańsku trudny do zaakceptowania (to dodałem od siebie). Gdyński projekt mówi jedynie: jakość życia – estetyzacja otoczenia, mała architektura, zieleń miejska, urządzanie parków i skwerów dzielnicowych, placów zabaw, terenów sportowych i rekreacyjnych. Zastanawiałem się dłuższą chwilę nad powodem takiego wyboru w czasie, gdy w Gdańsku myśli się raczej o zachęceniu mieszkańców do decyzji o łataniu ulic. I pomyślałem – Gdynia ma niezłą infrastrukturę, a do tego już teraz jest jednym z najbardziej zielonych miast w Polsce. Jest bliżej wizji ekometropolii od Gdańska. I zrobi w tę stronę kolejny krok.
Relacja ze spotkania: trojmiasto.pl
Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz