9 października 2013

Polityka morska 2013

Minął już ponad miesiąc od objęcia posady przez nową Wiceminister Transportu ds. Morza i Rzek. Z nową osobą wiąże się nadzieje na nadrobienie zaległości ostatnich sześciu lat. I oto mamy – Ministerstwo Transportu skierowało do konsultacji dokument zatytułowany „Projekt Polityki morskiej Rzeczypospolitej Polskiej do roku 2020”. 

Jak powinna wyglądać polityka morska Polski? Otóż wzór mamy jeden, ten stworzony przez Eugeniusza Kwiatkowskiego, który twierdził, że terenem jej realizacji jest cały kraj. A już w szczególności terytoria, które mają lub powinny mieć z morzem połączenia rzekami, kolejami i drogami kołowymi. Był też zdania, że horyzont czasowy takiej polityki powinien odpowiadać długofalowym ambicjom rządu i obywateli. Ale celowe jest również uwzględnienie bieżących przedsięwzięć, do zrealizowania w krótkim czasie (jak na przykład budowa portu w Gdyni).

Nie rozumiem dlaczego ministerialny projekt polityki koncentruje się tylko na bardzo krótkim horyzoncie czasowym (już tytuł mówi o krótkowzroczności – przewiduje się zaledwie siedmioletni horyzont czasowy…).

W wersji E. Kwiatkowskiego polityka morska brała pod uwagę żeglugę śródlądową i prowadzące do portów rzeki – w jej „najnowszym” wariancie z roku 1945 mowa była o Wiśle i Odrze, o potrzebie budowy kanałów, w tym przecinającego Mierzeję Wiślaną. Gdyby spojrzeć w sprawy rzek w dokumentach sprzed kilkudziesięciu lat, to projekty tamtego czasu dużo lepiej wkomponowują się we współczesną politykę transportową Unii Europejskiej, niż ogłoszone właśnie zamierzenia Ministerstwa Transportu. Niestety, nowa odsłona w sprawach rzecznych – po sześciu latach kompletnie zmarnowanych dla spraw żeglugi śródlądowej – prezentuje się antyeuropejsko oraz, powiedzmy sobie szczerze, żałośnie…

Nie twierdzę, że projekt należy od razu wyrzucić do śmieci, ale z pewnością wymaga on wyrażenia opinii przez wszystkie środowiska zainteresowane sprawami morsko-rzecznymi. Konsultacje społeczne potrwają do 3 listopada 2013, a odpowiednie formularze, wraz z projektem, są dostępne na stronie www.transport.gov.pl (link bezpośredni).

Dla pełnej jasności co do polityki rządu w sprawach rzek wypowiedział się całkiem inny resort. Otóż Ministerstwo Rolnictwa proponuje, aby zakazać budowy na Wiśle stopnia wodnego mającego zapewnić bezpieczeństwo zaporze we Włocławku. Aby zakazać pogłębiania rzeki i wydobywania z niej żwiru, piasku i kamieni. Aby pozwolić królowej polskich rzek rozlewać się tak, jak ona sama lubi (a lubi, lubi…). Co to oznacza? Ano - koniec żeglugi i koniec energetyki wodnej na Wiśle. Ktoś spyta o cel? Jest prosty, zacytujmy: „zapewnienie dostępu troci do miejsc ich tarła”...

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

1 komentarz:

  1. Pozwolę sobie "ja jako" wieloletni wędkarz wyczynowy (tak, tak, to jest sport elitarny, kosztowo nie mający granic), ichtiolog-amator z zamiłowania, tudzież akwarysta i ekolog wtrącić kilka słów.

    Biedna ta troć, na której płetwie tłuszczowej ministerstwa i możni tego świata chcą zatrzymać udrożnienie żeglowne Wisły. Nieszczęsna się w Wiśle nie trze (rozmnaża), tylko traktuje ją jak autobanę. Do rozrodu potrzebuje innego rodzaju wód (dorzeczy Wisły i Odry i rzek przymorskich). Wszystkie znane mi nowoczesne stopnie wodne muszą mieć tzw. przepławki umożliwiające zwierzętom wodnym migracje. Podobnie jak na autostradach są wiadukty, albo tunele.
    Oby nieszczęsna troć nie stała ością w gardle, tak jak kilka lat temu minogi w Korzeniewie k. Kwidzyna nad Wisłą. Tylko, że minóg śliskim jest i się wywinął z tego całego ambarasu.

    OdpowiedzUsuń