2 października 2013

Strategicznie (Gdańsk)

Od jakiegoś czasu pasjonują mnie sprawy różnych strategii, a to europejskich, ogólnokrajowych czy wojewódzkich, a to znów lokalnych, tworzonych dla metropolii czy poszczególnych miast. Na przykład Gdańska, którego Rada Miasta zebrała się w poniedziałek na specjalnej sesji poświęconej właśnie strategii do roku 2030. 

Nie ukrywam, spodziewałem się, że obie partie polityczne dominujące w Radzie Miasta będą miały swoje własne pomysły na kierunki rozwoju Gdańska, a dyskusja między nimi będzie dotyczyć ważnych pryncypiów związanych z przyszłością miasta. Nic z tych rzeczy. Na sali panowała powszechna zgoda: „trzeba myśleć”. Kolejni radni zabierali głos i głosili swoje poglądy na to, co w mieście jest najważniejsze. 

Demografia, najważniejsza jest demografia – głosił jeden. Racja, bo jest szansa, że nie tylko Gdańsk, ale cała metropolia będzie wkrótce krainą zdominowaną przez emerytów (miejscowych i tych, którzy przyjadą na wycieczki spoza Polski). Kapitał społeczny należy podnosić – mówił drugi. Racja, jeśli nikt nikomu nie ufa i nie chce pracować w grupie, to praca jest mniej twórcza, niewydajna i prowadzi do powielania błędów. Kształcić społeczeństwo nam trzeba – głosił inny radny. Racja, szczególnie w profesjach technicznych okazuje się coraz częściej, że brakuje fachowców. A jeśli chcemy mieć przemysł, to musimy mieć profesjonalistów w sferze techniki i technologii. 

Ale jeśli przemysł, to jaki? Stocznie będą przyszłością – dało się słyszeć. Odmienione, produkujące specjalistyczne konstrukcje i urządzenia (a może nawet jakieś statki?). Ropa i chemia naszą dumą – w końcu Lotos… Tu się pomysły na przemysł trochę wyczerpywały. Zatem usługi. Logistyka! W końcu port się rozwija, kontenery będziemy wozić na cały świat (ze szczególnym uwzględnieniem mitycznego „wschodu”). Ale już nie centra zdalnej obsługi księgowej czy handlowej – bo tutaj najważniejsze są niskie koszty, a biznes łatwo przenieść do innego miasta czy kraju. 

Pojawił się też wątek metropolitalny – czy robić strategię tylko dla miasta, czy dla całej okolicy? Ale przecież przebrzydła Gdynia nie chce, by Gdańsk jej tworzył strategię i do tego (jak ona może!) ośmiela się mieć własne pomysły. Dodam od siebie, że w tej sprawie przyjdzie wkrótce „gajowy” ze specjalną ustawą, która da jasną instrukcję: Gdynia i Gdańsk – chciał nie chciał – stworzą wspólną strukturę i będą musiały uzgadniać swoje plany. No, chyba że nie będą chcieć dotacji z tzw. „Unii” (czyli od rządu i jego agend dzielących kasę)… 

Widać było, że prace nad strategią Gdańska nie są jeszcze zaawansowane, że nie ma skrystalizowanego pomysłu na przyszłość miasta. Dlatego sądzę, że warto starać się włączyć w miejskie prace nad strategią – dobre pomysły pewnie zostaną „wessane” w końcowy dokument, który Rada Miasta przyjmie na początku 2014 roku. Choć może się okazać, że prace pójdą w banalnym kierunku „dla każdego coś miłego”… 

Najbliższe „włączenie się” w myślenie o przyszłości Gdańska może nastąpić już jutro – bez ruszania się z domu. Już na jutro (3 października) szykowany jest internetowy video czat, w trakcie którego eksperci na żywo będą odpowiadać na pytania gdańszczan. Zapowiedź na stronie: www.gdansk.pl/strategia

* * *
W trakcie "strategicznej" sesji Rady Miasta zaprezentowano zestawienie wyników ankiety przeprowadzonej wśród mieszkańców Gdańska. Można je przejrzeć w mojej poprzedniej notce link → TUTAJ.

 

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz