6 listopada 2013

9 milionów

Zaczęło się. Już można składać swoje propozycje do budżetu obywatelskiego Gdańska. Pierwszy raz w historii wszyscy gdańszczanie uzyskali prawo do tego, by ich propozycje dotyczące infrastruktury miejskiej mogły być poddane pod głosowanie wszystkich mieszkańców miasta. Inicjatywy nie będą odrzucone przez magistrat, lecz przedstawione jako oferta do decyzji całej społeczności miejskiej. 

Ewa Lieder, inicjatorka gdańskiego budżetu obywatelskiego, Marcin Gerwin, współinicjator budżetu sopockiego, wiele innych osób zaangażowanych w sprawy demokracji lokalnej – cieszą się, że Gdańsk załapał się do pierwszej setki polskich miast, w których mieszkańcy mają szansę zrobić krok w kierunku uzyskania realnego wpływu na decyzje inwestycyjne i remontowe. Ale czy mieszkańcy się cieszą? 

Autorytarna tradycja zarządzania krajem i miastami „wychowała” sporą grupę osób, które sądzą, że demokracja demokracją, ale władza powinna rządzić twardo i sama podejmować wszelkie decyzje. Twierdzą, że po to została władzą, by wiedzieć, który chodnik wyremontować i w którym zaułku zasadzić zieleń czy ustawić kosz na śmieci. A jak wie za słabo, to za cztery, osiem albo dwanaście lat może się ją (tę władzę) wymieni. Ale raczej się jej wybaczy bądź zapomni się o „błędach i wypaczeniach”. W zamian za jakieś igrzyska, nowy obiekt sportowy czy drogowy, wszystko jedno czy potrzebny – ważne by był duży i ładny. 

Niektórzy mówią, że taka postawa świadczy o wychowaniu azjatyckim, inni mówią, że takie są zwyczaje czasów masowego marketingu partyjnego, zniechęcającego do jakiegokolwiek udziału w życiu publicznym. 

Demokratyczna tradycja władzy w polskich miastach jeszcze się nie uformowała. Nie ma obyczaju występowania z inicjatywami społecznymi, mało jest grupowych akcji nastawionych na pozytywne cele, aktywność pozarządowa wciąż stanowi ułamek tego, z czym mamy do czynienia w krajach cywilizacji europejskiej. Skromny budżet obywatelski to w kierunku demokracji ledwie kroczek, dość bojaźliwie nazwany w Gdańsku „pilotażem”. 

Nie chcę wróżyć z fusów. Ale 9 milionów złotych wydaje mi się kwotą, o którą warto się postarać, by zrealizować marzenia dotyczące swoich miejsc w Gdańsku. Ubiegać się można nawet o pół miliona na pojedyncze przedsięwzięcie, a liczby projektów nikt z urzędu nie będzie ograniczał. Zrobimy to dopiero my, Obywatele Gdańscy, za kilkanaście tygodni w głosowaniu powszechnym i zupełnie bezpartyjnym. Na składanie projektów mamy czas do 22 listopada. O zasadach budżetu i o planowanych spotkaniach w tej sprawie dowiemy się z akcji informacyjnych prowadzonych „na mieście”, albo ze stron internetowych – www.gdansk.pl/budzet-obywatelski oraz www.BudzetObywatelskiGdansk.pl 

Reklama z najmniej eksponowanej na przechodniów strony przystanku

Tekst opublikowany w "Dzienniku Bałtyckim"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz