5 stycznia 2014

Arena Dobrej Nadziei, czyli Kreditus Maximus

Jeszcze ponad pół miliarda - więcej niż 500 000 000 - słownie: pięćset milionów złotych musimy - my, mieszkańcy Gdańska - zapłacić za stadion PGE Arena. Dwa razy do roku po ponad dwadzieścia milionów złotych. I tak do roku 2025. Czyli mistrzostwa EURO 2012 będziemy spłacać jeszcze dwanaście lat w imię "efektu EURO".
Oczywiście, w międzyczasie stadion ma na siebie zarabiać - inaczej roczne koszty do poniesienia będą o parę milionów wyższe, niż zaplanowane byle 42,5 mln zł.
Za sukces uważam to, że w 2013 udało się spłacić raty (a przynajmniej nie było komunikatu, żeby się nie udało). Nam - mieszkańcom Gdańska się udało.
Należę do nielicznych mieszkańców Gdańska, którzy nie cenią sobie stadionu PGE Arena. Dotąd uważam, że zamiast adaptować projekt z RPA (zrealizowany w Johannesburgu) należało kupić i przenieść dużo tańszy obiekt z Klagenfurtu (austriacki stadion EURO 2008). Może nie jest ładniejszy, ale z pewnością nowocześniejszy. "Efekt EURO" byłby ten sam, ale kosztowałby wiele milionów euro mniej.
"Gdybyśmy mieli teraz tę kwotę [12 mln zł rocznie przez 10 lat], to moglibyśmy wyremontować połowę dróg dzielnicowych. Ludzie byliby szczęśliwi" - twierdził prezydent Gdańska rekomendując zaprzestanie zimowego odśnieżania (link). Tutaj kwota, którą "gdybyśmy mieli" jest wyższa, dużo wyższa...

W serii podsumowań szczęśliwego roku 2013:
→ Grunt to jakoś (bez "ć", za pieniądze z UE)
→ Gdańsk kocha reklamy (feat. Bondżowi)
→ Gdańsk się przeprowadza (o rozwoju miasta)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz