13 stycznia 2014

Gdańsk w ogniu

Przedwczoraj ogłosiłem rozpoczęcie nowego sezonu pożarów w Gdańsku i spytałem (proroczo?) Czy Gdańsk musi płonąć? I dziś dostałem odpowiedź: musi. Do czterech płonących obiektów dokładam dziś piąty: dwór Fischera. O ile opisane wcześniej zabytki można uznać - tak bez owijania w bawełnę, po dewelopersku - za atrakcyjne, o tyle posiadłość w Nowym Porcie atrakcyjna będzie dopiero za wiele, wiele lat (no, chyba że władze miasta wiedzą o tym terenie coś, czego nie wie nikt inny). 
Tym razem właścicielem płonącego dworu jest Miasto Gdańsk. I nie ma wytłumaczenia, że poprzednie obiekty się paliły, bo (my, mieszkańcy Gdańska, reprezentowani przez władze miejskie) oddaliśmy je komuś bez należytych gwarancji lub nigdy nie były nasze. Tym razem płonęła nie tylko historia, ale też nasza wspólna własność będąca pod bezpośrednią opieką służb miejskich.
Coś w miejskim systemie opieki nad zabytkami, krajobrazem i historią nie działa. Nie tylko w odniesieniu do obiektów, które płoną, ale i tych, które się walą z powodu fatalnego stanu technicznego. Jak twierdzą władze miasta - nie mamy pieniędzy. Dodam od siebie: troski, rozwagi i gospodarskiego myślenia brakuje bardziej niż pieniędzy.

Na ten sam ognisty temat: → Czy Gdańsk musi płonąć? (11 stycznia 2014)
A w temacie braku pieniędzy: → Kreditus Maximus, czyli o 500 milionach do spłaty (5 stycznia 2014)
I jeszcze: → Gdańska Obywatelska Straż Ochrony Zabytków

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz