29 kwietnia 2014

Demokracja to nie tylko wybory

Dwa duże błędy popełniła w ostatni czwartek Rada Miasta Gdańska na wniosek radnych Platformy Obywatelskiej. Pierwszym jest obciążenie przyszłego budżetu obywatelskiego piętnem wyborczym, drugi to ograniczenie uprawnień mieszkańców w sprawach gdańskich dzielnic.

W sprawie gdańskiego budżetu obywatelskiego toczy się na łamach GW dyskusja, w której wypowiedzieli się już ekspert, dr Marcin Gerwin, działacz partyjny i radny PO Piotr Borawski oraz Lidia Makowska, aktywistka społeczna, uczestniczka Kampanii na rzecz Budżetu Obywatelskiego.

Potwierdzam sformułowane już zarzuty – w wydaniu PO budżet ma charakter pseudoobywatelski i jest bardziej narzędziem propagandy, niż elementem miejskiej demokracji. Zaskakuje dzielenie środków między źle zaprojektowane okręgi wyborcze, zamiast między społeczności lokalne, dzielnicowe. Zadziwia udowadnianie przez PO podobieństw między okręgiem wyborczym jelitkowsko-kokoszkowskim czy brzeźnieńsko-sobieszewsko-oruńskim a historycznymi łódzkimi dzielnicami Widzew czy Bałuty. Wielkim rozczarowaniem jest wykluczenie z budżetu obywatelskiego dzielnic małych bądź niekorzystnie położonych. Trochę dziwi też „strzelanie” w Jacka Karnowskiego, który potrafi (w odróżnieniu od władz Gdańska) realizować obywatelskie projekty trwające dłużej niż rok.

Drugi błąd Rady Miasta to ograniczanie uprawnień mieszkańców dzielnic. W wielu częściach miasta zaczęły w ostatnich latach funkcjonować lokalne reprezentacje obywateli, które – o zgrozo! – dążą do poprawy jakości miejskich decyzji. Decyzją polityczną postanowiono, że rady dzielnic nie będą mieć prawa do informacji o zamierzeniach miasta wobec tych dzielnic. Ani też nie będą mieć prawa informowania mieszkańców o działaniach swoich i administracji miejskiej. Nie może w efekcie dziwić, że tak wielu aktywistów dzielnicowych wypowiada się o miejskiej polityce źle, a część z nich będzie uczestniczyć w tworzeniu wyborczej alternatywy dla obecnego układu partyjnego.

Trzeba dodać, że radni Platformy zignorowali dwa bardzo konkretne społeczne projekty, dotyczące zasad budżetu obywatelskiego w podziale na dzielnice oraz zasad udziału mieszkańców w podejmowaniu decyzji o swoich dzielnicach. Dojść można do wniosku, że po prostu miejscy politycy nie lubią gdańskich dzielnic i ich społeczności (o radach dzielnic nie wspominając). A już z całą pewnością można powiedzieć, że radni PO słabo rozumieją, że demokracja to nie tylko wybory, ale także styl sprawowania władzy i kultura traktowania obywateli.

Teksty powiązane:
M. Gerwin: To mieszkańcy powinni kształtować budżet obywatelski. To, co mamy, to wyrób obywatelskopodobny
P. Borawski: To nie jest 'wyrób obywatelskopodobny'
L. Makowska: Partyjne gry wygrały z dobrem wspólnym

2 komentarze:

  1. PO jest zorientowane na wygranie wyborów reszta się nie liczy.
    Ps. Podobają mnie się te Łódzkie dygresje. ;-)

    OdpowiedzUsuń