13 lipca 2014

Wąskie horyzonty i małe kompetencje

Jakiś czas temu napisałem do "Gazety Wyborczej" tekst o ochronie dziedzictwa i krajobrazu Gdańska. Artykuł ukazał się pod tytułem "Gdańsk nie ma pomysłu na ochronę zabytków, a władze uważają, że są nieomylne" (można przeczytać → tutaj). Zgodnie z zasadą uderz w stół, a nożyce się odezwą odezwały się nieomylne władze Gdańska, które piórem rzecznika, Antoniego Pawlaka, opublikowały na portalu www.gdansk.pl swój komentarz → Doktorowi Dwojackiemu do sztambucha (link alternatywny tutaj). 

Naprzeciw siebie stanęły dwa poglądy. Mój: "uwierzyć aktualnym władzom miasta w dobre intencje w sprawie ochrony zabytków to jak powierzyć wilkowi pilnowanie owiec". Oraz polityczno-urzędowy złożony z kilku wątków. Skomentuję cztery z nich.

Wątek 1: Wąskie horyzonty, które pokazuje oficjalna polemika. Czytamy w niej: "Budynek ECS nie zastąpił 'historycznej zabudowy stoczni'. Zastąpił tymczasowy pawilon typu 'Domont' z lat 70-tych". Moja odpowiedź: ja tam kiedyś widziałem więcej, niż 'Domont'. Ja tam widziałem stocznię. Teraz widzę ECS i zdewastowaną przestrzeń po stoczni. A widzieć będę największy hipermarket w Trójmieście.

Wątek 2: Małe kompetencje. Czytamy: "ochrona [zabytków] należy do obowiązku właścicieli, zaś nadzór nad nimi, zgodnie z ustawą o ochronie zabytków, pełni Wojewódzki Konserwator Zabytków". Moja odpowiedź: rozumiem, że władze Miasta Gdańska nie mają kompetencji; nie potrafią zadziałać lub nie odczuwają potrzeby aktywności w sferze zachowania cudzych zabytków na terenie Gdańska (własnych zresztą też, czego przykładem jest → sprawa Dworu Fischera).

Wątek 3: Zwiśnij z klamki - "co mu [Dwojackiemu] szkodziło przyjść i porozmawiać przed napisaniem artykułu?". Otóż przyzwyczaiłem się do tego, że przychodzenie do władz w bardzo wielu sprawach skazane jest z góry na niepowodzenie. Próby dialogu czy współpracy są odrzucane lub przemilczane. "Nie możemy, nie chcemy, nie chce nam się" - słyszę zbyt często. Wiszenie na klamce władzy jest i bezcelowe, i mało honorowe.

Wątek 4: Wybory w tle. Rzecznik prasowy Prezydenta zauważa słusznie, że będę startował w wyborach do Rady Miasta. Będę jednym z kandydatów Gdańska Obywatelskiego, którzy mówią: należy poszerzyć horyzonty i rozwinąć kompetencje miejskich włodarzy. Skoro sami nie potrafią, należy tych włodarzy wymienić bądź przymusić. A tego nie da się zrobić z pozycji petenta wiszącego na klamce. 

Podsumowując: władze miejskie Gdańska dobrze opanowały sztukę tworzenia wizerunku (dawniej: propaganda sukcesu). Nieźle rozwinięte są też ich zdolności polemiczne. No i ostatnie, choć nie najmniej ważne: za władzami miejskimi stoi wielka kasa, w tym deweloperska i unijna. To daje poczucie pewności siebie, potęgi, nieomylności...


PS. Władze miejskie Gdańska w swej nieomylności popierają zmianę biegu potoku Strzyża celem ułatwienia rozbudowy jednej z galerii handlowych. Przedstawiciel Miasta twierdzi, że potok nie jest potokiem, tylko "infrastrukturą", a obowiązujący miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego należy mieć w gdziesiu. Ale o tym kiedy indziej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz