22 marca 2015

Jakie będą nowe rady dzielnic?

Zanim odpowiem na pytanie z tytułu, spytam: czy na pewno nowe rady powstaną? Jestem spokojny o dzielnice, w których do sukcesu wyborów wystarczy, by na każdego kandydata zagłosowało 6 (słownie: sześć) osób. Ale są i takie, w których nie wystarczy 30, a nawet 50. Może się okazać, że nie wszędzie próg 5% zostanie przekroczony (przy okazji – żadnego progu nie ma w wyborach do Sejmu, sejmików czy rad miast i gmin). W każdym razie nie trzeba być prorokiem, by przewidzieć: najwyższa frekwencja będzie w dzielnicach małych oraz takich, w których jeszcze działa entuzjazm nowości, bo wybory są po raz pierwszy.

Jakie będą nowe rady? Jestem ciekaw. Próbując znaleźć odpowiedź na to pytanie biorę pod uwagę dwie rzeczy.

1/ Uprawnienia.
Rady dzielnic to jednostki opiniodawcze o niewielkich budżetach. Teoretycznie ich opinie mogą przysłużyć się instytucjom miejskim w poprawie jakości zarządzania miastem. Niektóre z tych instytucji dotąd się nie pogodziły z faktem istnienia „jakichś tam” reprezentacji mieszkańców i „robią swoje” w tak samo dziadowski sposób, jak przez wiele lat wcześniej.
Niestety, radni miejscy też zrobili wiele, by związać rady dzielnic bojem. Ograniczanie skromnych uprawnień i pseudokonsultacje nowego statutu – to jeden ze znaków firmowych poprzedniej kadencji Rady Miasta.
Nie muszę dodawać, że prezydent miał rady dzielnic serdecznie gdzieś – aż do wyborów, w których Ewa Lieder, przewodnicząca zarządu jednej z dzielnic „zabrała” mu 13% głosów i szansę na zwycięstwo w pierwszej turze.

2/ Aktywność.
Twierdzę, że nie trzeba mieć wielkich uprawnień, by aktywnością poruszyć nieruchawe dotąd społeczności. Ale trzeba mieć zapał i zapas energii. A przedtem – pomysły. Nie indywidualne pomysły radnych – samotników, lecz grupowy, wspólny koncept na to, co powinno się w danej dzielnicy wydarzyć. Powiem banalnie: jeśli na początku kadencji nowa rada dzielnicy nie ustali celów działania i głównych zadań, to zaczną się spory ambicjonalne, a nawet wielkie awantury o małe sprawy. W zakończonej kadencji parę takich się już zdarzyło, ze szkodą dla autorytetu tych rad i ich skuteczności...

Na koniec: tym razem nie kandyduję i nie będę radnym dzielnicy. Ale będę trochę pomagał, m.in. współprowadząc budowany właśnie serwis www.TerazDzielnice.pl. Uważam, że dobre rady dzielnic mogą znacznie poprawić zarządzanie miastem, ostrzegać przed złym wydawaniem kasy i - co bardzo ważne - poprawić jakość życia lokalnych społeczności.  


Linki:


Dla tych, którzy jeszcze nie widzieli - frekwencja w wyborach rad dzielnic w 2011 roku:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz