12 sierpnia 2015

Niech żyje nam energia (przez szereg długich lat)

Jako osobnik związany przez lata z krajową energetyką wygrzebałem z pamięci rok 2008. System energetyczny jakoś w sierpniu otarł się o groźbę załamania z powodu bardzo wysokiego popytu na chłodzenie i klimatyzację (czymś je trzeba zasilać). Do kryzysu nie doszło, ale prognozy na 2009 były dość straszne. "Na szczęście" przyszedł kryzys finansowy na świecie, który miał swoje skutki także na naszej zielonej wyspie. I problem "zniknął". 

W 2015 okazuje się, że brakuje energii dla przemysłu, LOTOS się niepokoi o ciągłość produkcji, że w supermarketach wyłącza się klimę, IKEA nawet zamknęła swój market w Katowicach - stolicy polskiej energetyki. 

Siedem lat wcześniej wiadomo było, że Polska ma zaległości inwestycyjne. Opóźnienia dotyczyły energetyki zawodowej (nowe moce, stan sieci), jak i rozwiązań lokalnych, rozproszonych, w tym prosumenckich.  

Co w Gdańsku?

W Gdańsku trzeba wrócić do rozmowy o kilku dość dużych projektach energetycznych.

Dwa pierwsze "zawisły" z powodów, których do końca nie znam: budowa elektrowni na terenie portowym na Przeróbce oraz budowa elektrociepłowni w Rafinerii Gdańskiej. 

Trzeci projekt to spalarnia śmieci na Szadółkach. Nie wnikam w zdrowotność realizowanego przedsięwzięcia - mieszkańcy Gdańska wybrali w wyborach 2014 fanklub takich a nie innych rozwiązań. Ale jest pytanie: ile energii dostarczy wysypisko? 

Czwarty projekt: elektrownia wodną na Wiśle w pobliżu Torunia. Projektem zawiaduje Grupa Energa, przedsięwzięcie ma pełnić też funkcje przeciwpowodziowe, żeglugowe i - jak pokazała tegoroczna susza - jest potrzebne dla utrzymania przynajmniej minimalnych stanów wody w rzece (zobacz materiał Co ma susza do budowy kolejnego stopnia na Wiśle). Sądzę, że należy głośno popierać ten projekt i oczekiwać szybszej jego realizacji. 

Na ilustrację wybrałem obrazek z człowiekiem, który na przełomie XIX/XX wieku stworzył podstawy nowoczesnych technologii (nie tylko energetycznych) - takich na miarę wieku XXI.

Piąty projekt jest dla wielu niezbyt oczywisty: lokalna energetyka osiedlowa i obywatelska. Tu nie tylko Gdańsk ma poważne opóźnienia (i rezerwy). Nie wiem, jaki jest "potencjał energetyczny" mieszkańców, wspólnot lokalnych, ale na pewno łącznie są to spore ilości kilowatogodzin... Rolą władz miejskich jest tu popieranie inicjatyw wiedzą projektową, technologiczną, a przede wszystkim wiedzą o możliwościach znalezienia pieniędzy i pomocą w ich pozyskaniu. 

Są jeszcze spore możliwości jakie ma samo miasto jeśli chodzi o zarządzanie zużyciem energii oraz stan techniczny i wyposażenie obiektów publicznych w urządzenia wytwarzające energię (Robert Biedroń w Słupsku jeszcze nie jest prezydentem od 16 lat a już jest krok dalej, niż władze Gdańska... - zobacz). 

Nie wolno zapominać, że nowych rozwiązań nie będzie, jeśli nie będzie ludzi, którzy znają się na technologii i jej wdrażaniu. Na szczęście udało się wybić władzom miejskim z głowy likwidację Zespołu Szkół Energetycznych. Teraz trzeba podpowiedzieć, że w takie szkoły należy inwestować.  

Atomówki nie będzie

Pamiętajmy: elektrowni jądrowej w Polsce nikt co najmniej w najbliższych dwóch-trzech dziesięcioleciach nie wybuduje. Nie traktujmy jej jako fetyszu, który "się stanie" i rozwiąże jakiekolwiek problemy. Sporo rozwiązań jest bliżej nas, niż nam się wydaje. 

Polecam przy okazji artykuł: Najwyższy czas nadgonić zmiany cywilizacyjne w energetyce (Forbes).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz